O Sydney mówi się, że to miejsce pełne naturalnego piękna, gdzie bogata mieszanka wielu kultur stanowi źródło kreatywności i innowacyjności.
Trudno nie zgodzić się z taką oceną. Sam odebrałem to miasto jako schludne, zadbane i przyjazne.
Jak każda metropolia i ono ma swoje ciemne strony, jednak można uznać je za nieporównywalnie mniej znaczące, niż w większości dużych skupisk ludzkich na świecie.

Mimo dość nasilonego ruchu samochodowego, "korki" występują w centrum stosunkowo rzadko, choć w godzinach szczytu, przed bramkami na Moście i Tunelu (później napiszę o nich więcej) tworzy się kolejka mogąca spowolnić nasz powrót do domu o kilkadziesiąt minut.

W centrum bardzo wygodnie jest się poruszać pieszo. Kolejka Sydney Monorail to raczej atrakcja dla turystów.

Jak widać wybudowanie wrocławskiego trzonoliniowca na skrzyżowaniu ul. Tadeusza Kościuszki i Dworcowej, nie było aż tak nieudanym pomysłem, skoro powtórzono go również tutaj.

Mimo bardzo dużej ilości drapaczy chmur, centrum jest nieustannie rozbudowywane w celu stworzenia nowej przestrzeni biurowo-handlowej.

Oto widok z kawiarni umieszczonej w przejściu podziemnym przy George Street, jednej z głównych ulic przecinających centrum miasta. Wiktoriański budynek po prawej stronie, to ratusz.

Jedna z form reklamy - hasła, nazwy firm oraz produktów powstają na niebie kreślone przez pilotów małych samolotów.

W biznesowym centrum miasta (CBD - Central Business District), znajduje się Hyde Park, gdzie co pewien czas odbywają się pokojowe manifestacje.

Tu - były premier Australii, John Howard reprezentujący partię liberalną, pokornie przyjmuje krytykę od swoich przeciwników.

"Dzień zabandażowanego misia" - Bandaged Bear Day to akcja prowadzona przez fundację zajmującą się pozyskiwaniem funduszy dla szpitali dziecięcych.
Darling Harbour reklamowana jest hasłem "expect everyghing", czyli "spodziewaj się wszystkiego". I rzeczywiście, zarówno za dnia, jak i w nocy, zatoka tętni życiem przyciągając mnogością atrakcji.

To tutaj znajduje się Sydney Aquarium, gdzie przyjrzeć się można z bliska rekinom i innym ciekawym morskim stworzeniom.

Tutaj też odwiedzić można Maritime Museum, muzeum marynistyki oraz IMAX - kino, w którym filmy dwu- oraz trójwymiarowe pokazywane są na największym na świecie ekranie o rozmiarach 21x13 metrów.

Do Darling Harbour powrócę jeszcze niejednokrotnie pokazując ją w całej okazałości.



Duże miasta przyciągają imigrantów z różnych krajów świata. Tutaj miesza się kultura Chińczyków, Greków, Wietnamczyków, Malezyjczyków, Tajlandczyków, Libańczyków, Hindusów, Koreańczyków, Japończyków... lista jest naprawdę długa.
Zamieszkali tu przedstawiciele tak wielu grup etnicznych mają swój poważny wkład w gospodarkę kraju. A dla człowieka lubiącego eksperymenty kulinarne Sydney to raj na ziemi.

Ogromna liczba Chińczyków mieszkających i pracujących w Sydney powoduje, że wydzielenie rejonu o nazwie Chinatown stanowi czystą formalność.


Park stuletni położony jest w części północnej miasta, ok. pół godziny drogi pieszo od centrum. Zajmuje obszar ponad dwóch milionów metrów kwadratowych - jest zatem gdzie pobiegać, pojeździć na rowerze, pograć w piłkę i pogrillować.

Na tak dużym terenie mieści się swobodnie dziesięć stawów, lasy, obszary buszu, pagórki i doliny.

Jeden z gatunków eukaliptusa (Eucalyptus pauciflora), potocznie zwany Snow Gum Tree (śnieżne drzewo gumowe) występuje tu dość powszechnie.



"Spacer z psem po promenadzie przy plaży dozwolony jest jedynie w godzinach wieczornych, pod warunkiem, że pies jest prowadzony na smyczy oraz że... zostanie posprzątane.
Od maja do października po godzinie 18, od listopada do kwietnia po godzinie 20."
I nie inaczej!

Jak wspomniałem wcześniej, Sydney jest bardzo czystym miastem. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek spotkał się z murami popisanymi sprayem lub pomazanymi farbą (poza miejscami, gdzie zrobione to zostało ze smakiem i za przyzwoleniem władz miejskich).
Zamiast "murali", gdzieniegdzie spotkać można zdobiące ściany budynków mozaiki takie, jak ta.

Zdecydowałem się wziąć udział w przesłuchaniu do filmu Władca Pierścieni - przygotowuję się do roli Golluma.


Postać zabawiająca przechodniów pospolitymi sztuczkami cyrkowymi nie wydaje się oferować niczego oryginalnego. Mimo to przyciąga tłumy, które z zapartym tchem obserwują każde jej posunięcie. Czy rzeczywiście sztuczki mogą być tak interesujące?

Street entertainers (komicy uliczni), bo o nich mowa, opierają swój występ nie tylko na sprawnie wykonywanych elementach cyrkowej rutyny, ale i na interaktywnym żarcie, którego ofiarą, a zarazem adresatem padają członkowie przypadkowej widowni, bądź zwyczajni przechodnie.
Naśladowanie tych ostatnich lub humorystyczne docinki pod ich adresem to tylko jedna z form, jakimi posługują się ci artyści. Żarty te mogą wydać się mało wysublimowane, jednak często bywają tak trafne, że trudno pozostać wobec nich obojętnym.

Program komputerowy obsługujący kolej miejską też ma prawo się "zawiesić". Tym bardziej, że bazuje na systemie operacyjnym znanym z awaryjności, choć mimo to zainstalowanym na ponad 90% komputerów osobistych na świecie.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








