Aby dostać się do zoo Taronga, położonego po drugiej stronie zatoki Sydney, najlepiej skorzystać z promu. To znacznie przyjemniejszy i szybszy sposób niż podróż drogą lądową.

Wyruszamy z opisanego wcześniej portu promów w Circular Quay pozostawiając w tyle operę, Most Zatokowy i panoramę miasta.



Na miejscu witają nas dziwne zabudowania, przypominające mi Wyspę Doktora Moreau H.G. Wellsa (nie potrafię powiedzieć dlaczego - w książce o żadnych betonowo-stalowych konstrukcjach nie było mowy).
Prom przybija do pomostu, z którego udajemy się prosto do kasy biletowej. Zoo położone jest na wzniesieniu przy samym brzegu - nie ma możliwości, by z tego promu udać się gdziekolwiek indziej.
Po opłaceniu biletów, w kabinie kolejki górskiej przemieszczamy się do wejścia głównego, przepływając nad terenem Zoo i podziwiając jego mieszkańców z lotu ptaka.

Niedźwiadki koala całymi dniami siedzą na drzewach eukaliptusowych i opychają się liśćmi, które fermentując w ich żołądkach wprawiają je w stan upojenia.
Czasem pokrzyczą do siebie niskim, burczącym głosem, czasem niechętnie zmobilizują siły, by zadbać o przetrwanie gatunku, jednak większa część życia upływa im na błogim lenistwie.

Kolczatka nie wydaje się być towarzyskim zwierzęciem. Przy byle okazji zwija się w kłębek i odstrasza intruzów kolcami.
Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki się porusza - kiedy biegnie, nie stawia łap naprzemiennie, jak większość zwierząt czworonożnych, a przeskakuje z obu lewych na obie prawe chybocząc się przy tym zabawnie na boki.
Poniżej przedstawiam kilka zdjęć innych zwierząt spotkanych w Zoo.







Libańska rodzina spotyka na swojej drodze pawia.

Ogród jest bardzo rozległy, można spędzić w nim cały dzień niespiesznie spacerując w poszukiwaniu ulubionego zwierzęcia. Wracamy o zmroku.

Sydney bardzo dumne jest ze swoich ratowników wodnych, którzy na koncie mają wiele spektakularnych akcji oraz uratowanych niedoszłych topielców.

Na plaży Bondi zupełnie naturalną rzeczą jest opalanie się topless. Kilkukrotnie zdarzyło mi się "polować" na plażowe gwiazdy z teleobiektywem, do momentu jednak, kiedy w prasie pojawiły się doniesienia na temat sprawy sądowej, jaka wytoczona została pewnemu człowiekowi, robiącemu to samo za pomocą telefonu komórkowego.

Od tego czasu przepisy zaostrzono, a ja nie ryzykowałem więcej przyłapania na tej niewinnej przecież zuepłnie czynności.
Aby nie prowokować i nikogo nie razić, pozostawię te zdjęcia w prywatnym archiwum.

Przy plaży Manly za odpowiednią opłatą można polatać na paralotni ciągniętej przez motorówkę.

Nikogo nie dziwi postać pchająca po ulicy wózek z zakupami. Wielokrotnie wózki te pozostawiane są na ulicy, po tym, jak towary przepakowane zostały do bagażnika samochodu.
Czasem znaleźć można je w całkiem niespodziewanych miejscach, na przykład na środku trawnika w parku.
Na szczęście istnieją specjalne służby "zbierające" porzucone wózki i zwracające je do sklepów.

Ruiny nieczynnej już stacji benzynowej przy Oxford Street.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








