Woolloomooloo to położona blisko centrum dzielnica, koło nazwy której obcokrajowiec z pewnością nie przejdzie obojętnie. Jak wiele innych nazw elementów miejskiego krajobrazu, nosi ona znamię aborygeńskiej przeszłości. Oznacza młodego kangura.

Wiele oryginalnych aborygeńskich nazw zostało przywróconych, bądź przypomnianych, jak w przypadku nazw nowoczesnych ulic bądź dzielnic.
Cronulla, Parramata, Cabramatta, Warringah to tylko kilka z tych aktualnie używanych w Sydney.

Finger Wharf (Palczasta Przystań) swą nazwę zawdzięcza największemu na świecie budynkowi o konstrukcji opartej na słupach posadowionych na dnie morza.
Ukończony on został w 1915 roku i od tego czasu przez przeszło 70 lat służył jako magazyn wełny przeznaczonej na eksport. Po przebudowie i remoncie utworzono tu luksusowe apartamenty. Mieszka tutaj między innymi aktor Russel Crowe.
W okolicy znajdują się również inne, nieco mniejsze budynki o podobnej konstrukcji, między innymi Sydney Theater (Teatr Sydney), który odwiedzimy w kolejnym odcinku.

Po lewej: położony przy William Street dom towarowy sieci Westfield. Po prawej: centrum handlowe Terrace Tower, zawdzięczające swoją nazwę schodkowej konstrukcji balkonów wieńczących budynek.

Pewnego razu poproszono mnie o nagranie kilku ścieżek gitarowych. Realizacją zadania zajął się Steven w swoim domowym studio, przy Victoria Street w dzielnicy Potts Point.

Miejsce to położone jest na ostrym uskoku skalnym tak, że wjazd do sąsiadującego ze studiem Stevena wielopoziomowego parkingu znajduje się na wysokości nabrzeża Woolloomoolloo, a dach równa się poziomem z Victoria Street.
Na dachu utworzono park, z którego rozciąga się wspaniały widok na zatokę i budynki w centrum.
Kiedy skończyłem swoją partię, wdrapałem się na zwieńczony przejrzystą kopułą daszek klatki schodowej parkingu, skąd postanowiłem zrobić kilka zdjęć.

Ludzie spacerujący w parku ostrzegali mnie, że mogę mieć z tego powodu kłopoty. Sydney jest bardzo uporządkowanym miastem, co ma swoje dobre i złe strony. O dobrych już pisałem, a złe to sprawa względna.
Za próbę wspięcia się na Most Zatokowy grozi grzywna 5500 A$, o czym skwapliwie poinformował mnie strażnik, choć wcale nie zamierzałem tego robić, a jedynie z zainteresowaniem przyglądałem się potężnym filarom.

Nie wolno też prowadzić samochodu boso ani w klapkach typu "japonki", wyrzucać butelek przez okno samochodu (co wydaje się oczywiste - ok. 200 A$), a podobno nawet jeździć z "zimnym Łokciem", o czym słyszałem z niepewnego źródła, dlatego należy podejść do tego tematu z dystansem.


Przez długie lata "maluch" był najbardziej popularnym samochodem w Polsce. Swojej popularności nie zawdzięczał niestety zaletom konstrukcji, a tym, że... nie mieliśmy wielkiego wyboru.
Dziś wydawałoby się, że samochód, na który skazanych było setki tysięcy polskich rodzin to pomyłka motoryzacji, o której świat nie powinien się dowiedzieć.
Nic podobnego. Fiat 126p (produkowany na Włoskiej licencji) doczekał się eksportu do 19 krajów rozrzuconych po całej kuli ziemskiej. Z bardziej egzotycznych wymienię Chiny, Kubę, Grecję, Chile, Nową Zelandię i Australię (tu pod nazwą FSM Niki).
Tutaj znajduje się dość zabawny komentarz pewnego człowieka, któremu nie mieści się w głowie koncepcja samochodu, który dla niego jest "abominacją", podczas gdy dla nas przez wiele lat stanowił normę.

Oto kolejna "abominacja" - Cadillac Eldorado z 1959 roku. Najczęściej produkowany w kolorze różowym ponad sześciometrowej długości samochód waży prawie 2.5 Tony i napędzany jest silnikiem o pojemności 6390 cm3.
Dwa dziwactwa, dwa bieguny.


Nadszedł czas zmiany miejsca zamieszkania. Wciąż pozostając w dzielnicy Bondi, przenoszę się bliżej plaży.

Mieszkanie dzielić będę z parą Franzuzów - Benjaminem i Clemance.
Zanim trafiłem w to miejsce, do uwzględnienia miałem też mieszkanie z pewną Nowozelandką, która ugościła mnie spaghetti z... mięsem kangura.
Wtedy jadłem je pierwszy i ostatni raz. Podobno jego walory smakowe są dość wątpliwe, trudno mi to jednak ocenić, bo mimo że kucharka niewątpliwie wykazywała dobrą wolę, niekoniecznie najlepiej radziła sobie w kuchni.


Francuscy goście na imprezie.


Pewnego wieczoru spacerując deptakiem przy Bondi Beach zauważyłem grupę ludzi tańczących dziko w rytm muzyki techno serwowanej przez didżeja.

Ten mały happening, jak się okazało, był reklamą sklepu z odzieżą dedykowaną takim właśnie imprezom, a prowadzonego przez trzy egzotyczne dziewczyny.

Kiedy ich zapytałem o pochodzenie, prosiły, żeby zgadnąć. Celowałem w Brazylię, Portugalię i inne kraje Ameryki południowej. Pudło - bo wszystkie przybyły z Izraela.
Bondi to dzielnica, w której społeczność żydowska jest bardzo liczna, jednak w przewadze są to Żydzi rosyjscy.

Oto gwiazda dzielnicy. Tego postawnego mężczyznę często spotkać można w okolicach Bondi Beach lub Bondi Junction. Sam widziałem go kilkukrotnie, za każdym razem w innym... damskim przebraniu.
W Sydney panuje bardzo duża swoboda obyczajów. Transwestyci, transseksualiści, czy też zwykli przebierańcy nie powodują sensacji czyniąc miasto weselszym.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








