
Peron stacji kolejowej przy węźle komunikacyjnym Bondi Junction.

Centrum miasta skąpane w deszczu - po lewej stronie widoczny jest fragment Q.V.B, czyli Queen Victoria Building - domu towarowego nie tylko noszącego nazwę angielskiej królowej, ale również przynoszącego Jej Królewskiej Mości spore zyski.

Znany projektant mody, Pierre Cardin określił Q.V.B. jako najpiękniejsze centrum handlowe na świecie.

W jednej z miejskich toalet trafiłem na ten interesujący zapis:
"Czy mogę popatrzyć, jak uprawiasz seks ze swoją żoną lub dziewczyną? Zadzwoń lub napisz sms na numer ***. Proszę jednak wyłącznie o poważne telefony lub sms'y. Dziękuję. Azjaci mile widziani."
A na deser komentarz - "proszę nie zmazywać".



Burza zbiera się nad Parkiem Stulecia (Centennial Park).

Moja przyjaciółka Donna wyprowadza pieska w Queens Park sąsiadującym z moim nowym miejscem zamieszkania przy Carrington Rd.


To nie restauracja, a mieszkanie prywatne - w Sydney mieszka bardzo wielu zamożnych ludzi.


Harley - jeden z trzech kotów Donny. Harley już dawno temu postawiła sobie zadanie osiągnięcia kształtu będącego najdoskonalszą formą materii we wszechświecie - kuli...

...do czego skutecznie i systematycznie dąży.

A oto Oscar - facet z charakterem. Jeśli nie poświęca mu się dość uwagi (według jego własnych standardów), potrafi się obrazić i sobie pójść.

Trzeci z kotów to Pretou. Beztroski i zawsze chętny do zabawy.

Pomiędzy tymi dwoma czasem dochodzi do nieporozumień...

...jednak zawsze wszystko dobrze się kończy.

Co spychacz może robić nad brzegiem oceanu?

U nas ponoć malowano trawę na zielono przed wizytą partyjnych dygnitarzy - tutaj ktoś uznał, że od czasu do czasu należy wyrównać piasek na plaży.

Zauważony w dzielnicy rosyjskich Żydów plakat głosi:
"Maksim Gałkin w sołnoj programie Nieposljednij Gieroj 2".
Hmm... Niepospolity podrywacz?

Ktoś wpadł na pomyśł ozdobienia swojego warzywniaka w ten sposób - czemu nie!?


W Sydney przy najsroższych mrozach temperatura spada w zimie do ok. 5 stopni Celsjusza. Nie ma się co dziwić biednym dzieciom, które z brakiem śniegu radzą sobie własnymi, dobrze wypróbowanymi metodami.
Kiama położona jest ok. 120 km od Sydney. Nazwa tego dwudziestotysięcznego miasteczka wywodzi się od aborygeńskiego słowa kiarama, które znaczy "miejsce, gdzie morze hałasuje". Zastanawiające, jak obszerny przekaz zawiera się w jednym słowie.


Nazwa ta nawiązuje do Kiama Blowhole, czyli dziury w skałach przy nabrzeżu, która wskutek uderzeń fal wyrzuca w powietrze strumien wody o wysokości kilkunastu metrów.

Oprócz dość powszechnych białych kakadu, w pewnym okresie do miasta przylatują gromady "negatywów" - czarnych kakadu.

Pelikanów lepiej nie zaczepiać, potrafią być agresywne.

Wiele słyszałem o włóczących się dzikich psach dingo - często były to opinie niepochlebne. W przeszłości zdarzały się nawet porwania dzieci.
Dlatego, kiedy przyszło mi stanąć twarzą w twarz z przedstawicielem tego gatunku, poczułem lęk. On jednak oprócz zmierzenia mnie od stóp do głów przenikliwym wzrokiem, nie podjął na szczęście dalszych kroków w celu nawiązania bliższej znajomości.

Jedna z najbardziej znanych marek australijskiego piwa - VB, Victoria Bitter. Razem z Tooheys New wypełniają niższą jakościowo (i cenowo) półkę australijskich alkoholowych wyrobów (ale co ja tam mogę wiedzieć, nie jestem piwoszem).

Świadomość społeczna w kwestii pożarów lasów (czy raczej buszu - bushfires) jest wśród Australijczyków bardzo rozwinięta. Nic dziwnego - każdego roku ogień niszczy dziesiątki tysięcy hektarów lasu.
Australijczycy są przeczuleni na punkcie otwartego ognia. W wielu dzielnicach Sydney zabronione jest jego używanie bez zezwolenia. Dlatego też kiełbaski smaży się na BBQ (barbeque, rodzaj miejscowego grilla). Oprócz niesfornych Polaków nie widziałem nikogo, kto robiłby to na ognisku.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









