Przy każdej wizycie w Kiama spotykałem się z aurą wietrzną i pochmurną, podczas gdy leżące w połowie odległosci pomiędzy Kiamą a Sydney Thirroul, zawsze witało mnie słonecznie i ciepło.
To oczywiście przypadek, jednak wrażenie pozostało.


Po raz kolejny wybieram się do Kiama, tym razem towarzysząc znajomym, którzy przyjechali tu, by oddawać się rowerowym wzniesieniom i upadkom.


Dosłownie i w przenośni, gdyż zarówno ulice miasta i jego okolic przypominają stromizny San Francisco, jak i morale kolarzy bywa zróżnicowane.

Na obiad (czy też właściwie kolację, gdyż australijski dinner spożywa się często po dwudziestej) jemy rybę, zakupioną w sklepie szczycącym się codziennymi dostawami lokalnie odławianych świeżych owoców morza.

Wziąwszy pod uwagę wszechobecne na tyłach sklepu liny i sieci rybackie, zakładam, że to wspomniana ich świeżość to nie tylko chwyt marketingowy.

Innym razem przejeżdżając przez pobliskie Jamberoo zatrzymujemy się w 150-letnim pubie, gdzie wychylamy kufel zimnego piwa.

Sufit pubu lepiej niż podręczniki szkolne opowiada społeczną, ekonomiczną i sportową historię Australii.

- Kobieca Armia Lądowa - utrzymuje farmy, kiedy mężczyźni walczą na froncie
- Mieszanka dla niosek - idealnie zbalansowana karma dla kur niosek
- Wspomóż swych kumpli, wstąp do A.I.F (Australian Imperial Force)

Podczas, gdy my delektujemy się zimnym piwem, z kąta wszystkiemu dyskretnie przygląda się tajemnicza "pieńkowa dama" (patrz: Twin Peaks). Tylko pieńka jej brak.


Dla zmęczonych życiem miejskim Thiroulle może stać się dobrym miejscem na spędzenie kilku dni w atmosferze całkowitego relaksu.


Charakterystyczna dla tego miasteczka przepiękna plaża, na której w ciągu kilku dni spotykam zaledwie trzy osoby.
Nie liczę znajomych, które z beztroską dziecka oddają się kąpielom morskim, nie rezygnując przy tym z kieliszka szampana...

...ani tych kilku chłopaków.



Czy to możliwe, żeby widoczna tu dziura w kamieniu powstała naturalnie? Podejrzewam robotę kosmitów.


Panie przygotowują posiłek...

Jak kapryśna potrafi być pogoda, przekonujemy się podczas wzbogaconej butelką wina popołudniowej sjesty w ogródku, kiedy to w jednej chwili słońce kryje się za chmurami, a z nieba spada nam na głowę lawina kulek gradowych.


Po chwili, kiedy słońce znów wychodzi zza chmur, amatorzy opalania nieśmiało wynurzają się spod dachu, by kontynuować przerwane czynności.

To zdjęcie zrobione zostało o północy...

...a to w tej samej okolicy o piątej rano.
Kiedy je robiłem, całkiem blisko brzegu, spomiędzy fal, kilkukrotnie wyskoczyła grupa delfinów. Ze względu na długi czas naświetlania zdjęcia, nie udało się ich oczywiście zarejestrować.

Mam nadzieję, że moja relacja nie zostanie potraktowana jak opowieść wędkarza o "taaaakiej rybie", która zerwała mu się z haczyka.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








