O Australii mówi się, że leży na antypodach. Określenie to dotyczy jednak miejsca znajdującego się po przeciwnej stronie wobec punktu odniesienia, dlatego dla Australijczyków antypodami jest Europa.

Mimo to, dziwnym wydaje się kraj, gdzie święta Bożego Narodzenia obchodzi się w środku lata.

Najbardziej chyba nietypowy i rzucający się w oczy jest "wysyp świętych Mikołajów" na plaży Bondi.

Innym zjawiskiem, tym razem natury fizycznej, jest nieco mniej zauważalny odwrotny efekt przeciwnego zwrotu siły Coriolisa. Mówiąc ludzkim językiem - "wirek" w wannie lub umywalce kręci się w prawo, czyli odwrotnie niż u nas.

Trudno powiedzieć, by istniała "kuchnia australijska". Biorąc pod uwagę fakt, że mieszkańcy tego kontynentu to (z pominięciem Aborygenów) imigranci z całego świata, również kuchnia jest tutaj niesamowicie różnorodna.
Mający korzenie irlandzkie David ostrzy nóż, by jako mistrz ceremonii pokroić indyka na uroczysty posiłek bożonarodzeniowy.

Pierwsi przybyli tutaj ludzie (najczęściej nie z własnej woli) byli Brytyjczykami, którzy w XVIII wieku zaczęli budować osady i przekształcać dziki dotąd ląd w wysoko rozwinięte państwo.
Na zdjęciu widoczna jest często występująca w Sydney wiktoriańska zabudowa.

Marchewka, dynia, kapusta... w kuchni uważanej za australijską większość warzyw jest gotowana - to spuścizna brytyjskich osadników.

John, Anglik, jest postacią nietuzinkową. Większość dnia spędza w swoim mieszkaniu, gdzie za zasłoniętymi kotarami, w akompaniamencie głośnej muzyki marszowej, fotografuje minerały pod mikroskopem (w tle matka Davida).

Claire i Alex przybyli z Węgier. W ładnym domku przy Carrington St. wiodą spokojne życie.

Rozrywając "cukierek" wypełniony confetti należy pomyśleć życzenie.
Ze względu na ogrom materiału fotograficznego, zmuszony jestem czynić duże skróty. Dlatego jeśli pojawiające się dość często wyrwane z kontekstu zdjęcia wzbudzą czyjąś ciekawość, zapraszam do kontaktu e-mailowego, z przyjemnością rozwinę temat.

Fajerwerki oglądane w noc sylwestrową podczas zabawy u znajomych przy Double Bay.
Na wodzie kołyszą się łódki, a w tle widoczny jest Most Zatokowy.

Na tym zdjęciu brakuje człowieka jako odniesienia skali. Mimo to, widać jak wysokie są "źdźbła" bambusa. Dlaczego źdźbła? To oczywiście żart, jednak bliski prawdy - bambus to najwyższy gatunek trawy na świecie.

Zderzenie dwóch epok zilustrowane przez architekturę zabudowy przy Kent Street w centrum miasta.

Jak bardzo można zatęsknić za swoim krajem, dowie się tylko ten, kto spędził nieco czasu z dala od niego. Dla mnie było to zaledwie dwa i pół roku, jednak kiedy w rosyjskim sklepie udało mi się kupić pierogi, miałem łzy w oczach ze wzruszenia.
Kefir właściwie w Australii nie występuje, jednak bardzo zbliżona smakiem jest do niego maślanka (butter milk). Pewnego razu, kiedy kupowałem ją w sklepie prowadzonym przez Wietnamczyków, właściciel zapytał mnie, co zamierzam upiec. Zdziwiony odpowiedziałem, że nic i że maślankę zamierzam wypić.
Pozostawiłem go osłupiałego za ladą. Co kraj, to obyczaj.

Wspaniała ścianka wspinaczkowa przy Fredric St, St Leonards, Sydney.

Samochód duży...

...i mały. Pewnego razu przydzielono mi zadanie odwiezienia mini morrisa do Kiamy, gdzie pozująca z nim Ina prowadzi filię swojego zakładu kosmetycznego. Samochód przeznaczony był dla pracującej tam dziewczyny.
Z pewnością jest to ciekawe auto, niezbyt jednak wygodne. Manetkę kierunkowskazu umieszczono po tej samej stronie, co dźwignię biegów, co czyni redukcję przełożenia przed zakrętem dość męczącym, jeśli trzeba równocześnie włączyć kierunkowskaz.
Tak jest przynajmniej w oryginalnej wersji tych samochodów, przeznaczonej do ruchu lewostronnego.

Mierzące około trzech centymetrów niemieckie karaluchy (blattella germanica) nie są wprawdzie groźne, jednak dość nieprzyjemne w obcowaniu.

Widoczne na zdjęciu taśmy z kolcami przyczepiane do parapetów i gzymsów, pozwalają uniknąć przykrej w skutkach obecności gołębi. W Polsce spotkałem się z fantazyjną nazwą dla tego zabezpieczenia - Systemy anty-ptak.

Kiedy wzburzone morze nie pozwala na kąpiel, zawsze skorzystać można z jednego z czterdziestu nadmorskich basenów, takich, jak liczący sobie ponad sto lat Bronte Baths.
Większość "mieszczuchów" nie ma czasu na wyprawy do buszu w poszukiwaniu dzikich zwierząt. Dlatego oprócz zoo Taronga w Sydney, o którym pisałem, w pobliskim Pennant Hills funkcjonuje również Koala Park.

Można tam bliżej poznać takie endemiczne australijskie gatunki zwierząt, jak wombaty...

...kangury...

...czy pana "nóżka na nóżkę", czyli misia koalę.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









