Pasmo górskie osnute błękitną mgiełką powstałą z drobin olejków eukaliptusowych...

...majestatyczne wąwozy i malownicze wodospady.

To wszystko nie robi na mnie tak dużego wrażenia, jak bym się mógł spodziewać.

Jest oczywiście przestrzeń, są Trzy Siostry, cisza i poczucie niezmienności. Nie potrafię jednak odnaleźć w tym wszystkim niczego, co by mnie w szczególny sposób poruszyło.

Najwyraźniej brak mi duszy poety. Albo zwyczajnie pogoda nie sprzyja.

Być może nie potrafię nawiązać z tym miejscem bliskiej więzi, bo nic ciekawego mnie tu nie spotkało.


Trudno jednak odmówić miejscowej przyrodzie monumentalności.

Znacznie ciekawsze wydają mi się małe miasteczka, a w nich to, jak Australijczycy potrafią wykorzystać choćby najbardziej pospolite zasoby w celach promocyjnych.

Wiele miniaturowych aglomeracji przyciąga ludzi oferując im coś, czego nie znajdą nigdzie indziej.

Przykładem może być ta nieczynna już fabryka sera w Robertson, gdzie zorganizowano delikatesy opierające swoją działalność na lokalnych wyrobach o niepowtarzalnym smaku.

Nieopodal funkcjonuje rafineria przywołująca na myśl XIX-wieczną fabrykę, jedną z tych, w których nierzadko pracowały dzieci a nawet kobiety w zaawansowanej ciąży.

W innym zakątku Nowej Południowej Walii, Berkeley, azyl znaleźli chińscy mnisi, którzy na nowym kontynencie kultywują dawne tradycje.






Wracamy do Sydney. Jak pisałem wcześniej, wschodnia część miasta rozpościera się wzdłuż linii brzegowej tworzonej przez klify przeplecione malowniczymi plażami.
Jedną z moich ulubionych jest Bronte, gdzie najciekawsze zaczyna się tuż pod powierzchnią wody.

Zatoka Sydney to wymarzone miejsce wypoczynku. Ci, których stać na prywatny samolot (a jest ich całkiem sporo), mogą podziwiać miasto z lotu ptaka.

Nie brakuje też luksusowych jachtów, jak ten należący do właściciela sieci supermarketów spożywczych Woolworths.


Australijczycy potrafią cieszyć się życiem jak nikt inny. Są otwarci, życzliwi i nieskłonni do pozerstwa. Być może dlatego, że życie na wysokim poziomie nie jest dla nich niczym szczególnym.






Dbają też o swoje otoczenie. Nawet w gorzej prosperujących dzielnicach oznaki wandalizmu spotyka się bardzo rzadko. Jeśli pojawia się graffiti, jest relatywnie estetyczne.

Przykładem może być pomalowany murek oporowy przy plaży Bondi (w powiększeniu rozwinięcie całości).

C.D.N.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








