Agra - miasto rozsławione w świecie jako centrum dynastii wielkich Mogołów, powszechnie znane jednak dzięki majestatycznej budowli, powstałej w hołdzie dla pewnej kobiety.

Historia Taj Mahalu wiąże się z królową Mumtaz Mahal, której panieńskie imię brzmiało Arjumand Banu Begum. Kiedy poślubiła księcia Khurrama, był on dwudziestoletnim młodzieńcem mającym już dwa małżeństwa za sobą.

Na zdjęciach powyżej: autentyczne miniatury przedstawiające Mumtaz Mahal samotnie i w towarzystwie księci Khurrama (późniejszego Shah Janaha), malowane ręcznie na płytkach z kości wielbłąda.


Skoro we współczesnych Indiach, wśród zwyczajnych ludzi, małżeństwa zawierane są zgodnie z wolą i wyborem rodziców lub dziadków, o ile większe znaczenie miał ten fakt kiedyś, zwłaszcza w rodzinie królewskiej, gdzie to, z kim zwiąże się przedstawiciel lub przedstawicielka danego rodu, silnie uzależnione było od nastrojów politycznych?

Trzecie małżeństwo okazało się dla młodego księcia przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.
Jego ukochana powiła mu trzynaścioro dzieci. Żyliby długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że przy porodzie czternastego zmarła.


Shah Jahan, bo tak będąc już mogolskim imperatorem zwał się wtedy książę Khurram, pogrążony w żalu wybudował dla niej piękne mauzoleum, które zgodnie z ostatnim życzeniem królowej, do dziś przypomina historię tej nieszczęśliwej miłości.
Romantyczna historia, prawda?

Kiedy jednak głębiej się nad nią zastanowimy, powstają pytania. Jak naprawdę wyglądało życie młodej pary i czy rzeczywiście przypominało niekończącą się sielankę?

Kto odpowiedzialny jest za sam projekt? Dziś pamiętamy tylko, że Taj Mahal to dzieło Shah Janaha.

A to dlatego, że jako władca miał on możliwości finansowe ograniczone jedynie głębokością królewskiego skarbca i cierpliwością podatników.

Również dlatego, że dysponował niczym nieskrępowaną możliwością zarządzania zasobami ludzkimi.

Ciekaw jestem też ilu ludzi wzięło udział w budowie i dla ilu była ona ostatnią pracą w życiu.
Albo jak długo Shah Jahan pozostał wierny swojej zmarłej małżonce? Czy chociaż do momentu jej wtórnego pochówku w Taj Mahal? Przecież przygotowanie planów budynku trwało z pewnością kilka lat. Tyleż zebranie materiałów i budowa.


Każdego dnia tysiące turystów zachwyca się monumentalnym pomnikiem miłości.

My też. Choć w podróży bardziej pociąga nas zbliżenie się do zwyczajnych ludzi, trudno jest pozostać obojętnym na uroki majestatycznego Taj Mahal.






Krótkie spojrzenie na grobowiec księżniczki Arjumand Bano Begum, zmarłej przy porodzie czternastego dziecka.

Wizytę w Taj Mahal rozpoczęliśmy przed wschodem słońca, dlatego do końca dnia pozostało nam dużo czasu.
Wychudzony rikszarz zgadza się na proponowaną przez nas cenę za przewiezienie w okolice czerwonego fortu. Czwarty z kolei - rzadko bywa ich mniej, zanim uda się ustalić obopólnie satysfakcjonującą stawkę.

Okolice Czerwonego Fortu w Agrze to miejsce, gdzie należy mieć się na baczności. Wszelkiej maści "przedsiębiorcy" bez skrupułów znajdą sposób na zarobek kosztem naiwnych turystów.


Czujemy się zbyt zmęczeni, by dogłębnie poznawać historię tej potężnej warowni. W zamian, relaksujemy się spacerem po jej rozległych dziedzińcach i ciasnych korytarzach. Chłoniemy atmosferę miejsca.

Magda zasiada na tronie księcia Salima, niedoszłego imperatora, który koronę objąć miał raczej z przymusu, niż własnej chęci.
Nie doszło jednak do tego, a honory przejął jego syn, wspomniany już wcześniej książę Khurram, późniejszy budowniczy Taj Mahal.


Jako młody książę, Salim bardziej interesował się poezją i innymi gałęziami sztuki, niż sprawami państwa. Będąc synem najpotężniejszego wówczas człowieka na ziemi, imperatora Akbara, nie wiedział co z tą potęgą uczynić. Ot, taki marzyciel.







Przed wyjazdem do Indii wielokrotnie spotkaliśmy się z poradą, by ze wzlędu na niebezpieczeństwo wizyty nieproszonych gości w pokoju hotelowym, zabrać ze sobą własną kłódkę.
Pozostając w przekonaniu, że zamki w drzwiach pokoi hotelowych nie odbiegają znacznie od tych, które znamy, nie mieliśmy pojęcia, w jaki sposób kłódki te mogłyby nam pomóc. Odpowiedź okazała się banalnie prosta.

Kupujemy bilety kolejowe do Bikaneru. Kilka okienek kasowych, przy wszystkich tłoczą się miejscowi. Na szczęście jedno z nich przeznaczone jest dla turystów zagranicznych.
Nie tylko jednak, bo dzielimy je z: członkami parlamentu i zgromadzenia ustawodawczego, niewidomymi, chorymi na raka, pozbawionymi kończyn, bojownikami o wolność oraz seniorami.

Pięćdziesiąte ogólnoindyjskie zawody zapasów kolejowych?... Trudno nam to sobie wyobrazić. Niestety nie możemy czekać kilku dni, by rozwiązać zagadkę.

Przypuszczalnie wygląda to tak.

Kiedy podczas przepakowywania pieniędzy gaśnie światło, czujemy się jak członkowie mafii, załatwiający swoje szemrane interesy w blasku latarki.

Jak można przetłumaczyć nazwę tej czekoladki? Dodatek? Zadziorek? Cwany gapa z bańką w nosie? I czy to rzeczywiście rozmiar XL?
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









