Tuż przed opuszczeniem hotelu, na tarasie spotykamy małżeństwo z Kolorado, dla którego wyprawa do Indii ma podwójne znaczenie.
Po pierwsze, jest to ich podróż poślubna, po drugie Mia, pół-Hinduska, pół-Amerykanka, przyjechała tu, by poznać swego biologicznego ojca.

Rodzice Mii poznali się przypadkowo podczas wizyty jej matki w Indiach. Spędzili ze sobą kilka miłych chwil, w wyniku czego - już w Stanach Zjednoczonych - na świat przyszła dziewczynka.

Jej wzruszającą opowieść streścić można w kilku słowach - odwiedziła dom ojca, nie mogła jednak dać do zrozumienia jego nowej rodzinie, kim dla niego jest. Zmuszona była udawać znajomą.
Po krótkim czasie pożegnała się wiedząc, że pewnie nigdy go już nie zobaczy.

Opuszczamy Agrę z mieszanymi uczuciami. Do tej pory zależność pomiędzy niewygodą podróżowania a poziomem atrakcyjności przygód z nią związanym, pozostawała w stałej proporcji.
Nie na tyle jednak, by przyjąć to za prawidłowość.

Bilety kupiliśmy wcześniej tego samego dnia, nie mamy jednak rezerwacji, ani też nadziei na miejsca do siedzenia. Nie brakuje nam jednak uporu, by tę podróż odbyć, niezależnie od ilości napotkanych przeszkód.
Zajmujemy miejsca w poczekalni dworcowej. Tutaj, w towarzystwie innych aspirujących podróżnych, spożywamy kolację podaną na kawałku gazety, obserwując przy tym z niemałym zainteresowaniem pojedynek pomiędzy opiekunką pomieszczeń sanitarnych (vel babcią klozetową), a szczurami, które w poszukiwaniu pożywienia grasują po podłodze.
Megafon, najpierw w hindi, później po angielsku, skrzekliwie oznajmia godzinne opóźnienie pociągu. Nic nie szkodzi, poczekamy. (Nagrania można posłuchać).

28:97, tu wszystko jest możliwe...
Kiedy po upływie godziny, ten sam głos, jakby nigdy nic, dorzuca następną godzinę czekania, zaczynamy się niepokoić.
Tak dorodnych szczurów nie powstydziłoby się żadne laboratorium farmakologiczne.
Wychodzę na peron filmować szczury. Podchodzą do mnie młodzi Hindusi pytając, co robię. Kiedy odpowiadam, pytają, czy u mnie w kraju szczurów nie ma.
Żartuję sobie, że w Polsce nie ma ani jednego. W ich rozumieniu nie mijam się zbytnio z prawdą, gdyż na polskiej ulicy szczura nigdy nie widziałem.

Wreszcie nadjeżdża pociąg, prawie pięć godzin po planowanym czasie i rozpoczyna się zwyczajowy exodus.

Z ulgą zajmujemy miejsca... klęczące, przy drzwiach toalety. W tej pozycji przyjdzie nam spędzić kolejne pięć godzin.

Dopiero nad ranem, odpowiadając na zaproszenie dwóch bardzo miłych chłopaków, zajmujemy pryczę, by w cywilizowanych warunkach dotrwać do końca podróży.
Nie kupujemy zegarka. Po co? Żeby zacząć się denerwować?
"Wagonowy" artysta w akompaniamencie tamburynu wykonuje tradycyjną radżastańską pieśń.

Poznajemy kolejnych ludzi, którzy przy dużym wysiłku tłumaczą nam po angielsku cel swojej wyprawy do Deshnok.

To małżeństwo zabiera tam swojego synka, by w świątyni szczurów rytualnie obciąć mu włosy.

Krajobraz zmienił się zauważalnie - tutaj, na terenach pustynnych dominuje piasek, roślinność zaś stała się sucha, twarda i kolczasta.






Każdemu polecam spróbowania soku wyciśniętego z trzciny cukrowej. Nawet za cenę zatrucia żołądkowego.

Również tutaj widoczny jest wpływ cywilizacji zachodu - podczas, gdy biedni Hindusi muszą zadowolić się pysznym, świeżym i zdrowym sokiem, bożyszcze tłumów, bollywoodzki aktor Shakh Rukh Khan, napawa się cudownym wynalazkiem amerykańskiego aptekarza, napojem o zawartości ortofosforanów zdolnej całkowicie rozpuścić pozostawiony w nim ząb oraz ilości cukru odpowiadającej jedenastu łyżeczkom na butelkę.

Świątynia w Deshnok poświęcona jest Karni Macie, uważanej za inkarnację bogini Durga. Najbardziej jednak charakterystycznym elementem świątyni są jej mieszkańcy - tysiące szczurów uznawanych za inkarnacje jej zmarłych wyznawców.
Dla Magdy to wielkie wyzwanie, gdyż szczurów boi się panicznie. Skoro jednak tu przybyliśmy, dzielnie stawi im czoła.

Fotografować można po zakupieniu odpowiedniego biletu. Ignoruję ten zakaz, jednak czujni strażnicy nie dają sobie zamydlić oczu.

Tysiące pielgrzymów przybywają do Deshnok, by złożyć ofiarę Karni Macie.

Szczury cieszą się tutaj szacunkiem, a dzięki swoistej polisie ubezpieczeniowej, polegającej na konieczności zastąpienia każdego zabitego egzemplarza jego ekwiwalentem w złocie, również całkowitym bezpieczeństwem.

Mimo to jednak, wygląd ich daleki jest od wzorowego. Najwyraźniej słabo znoszą konkurencję.




Mówi się, że spotkanie białego szczura przynosi szczęście, dlatego tak wielu ludzi go wypatruje.

Nam udaje się dojrzeć go bez trudu. Przyjmujemy to za dobrą monetę i ruszamy w dalszą drogę.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








