
Po kilku godzinach spędzonych w okrutnym tłoku, po raz kolejny przekonujemy się, że w kwestii transportu publicznego Hindusi za nic mają geometrię euklidesową - autobusy najwyraźniej mieszczą znacznie więcej ludzi niż można by przypuszczać patrząc na nie z zewnątrz.

Na tej samej zasadzie funkcjonują ciężarówki - tam, gdzie nie istnieją przepisy regulujące ilość ładunku, granicę stanowi wytrzymałość mechaniczna pojazdów.

Te zaś muszą być nadzwyczajnie wytrzymałe, skoro przetrwały w niezmienionej postaci od kilkudziesięciu lat. Takie przynajmniej sprawiają wrażenie.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od zakwaterowania. Kiedy podstawowe potrzeby, takie jak schronienie i pełny żołądek zostaną zaspokojone, myśleć można o tych wyższych.

Pierwsze dwie propozycje dotyczące noclegu okazują się nie do przyjęcia ze względu na cenę. Choć zapewniano nas, że nie znajdziemy niczego poniżej 500 rupii, już po chwili rozpakowujemy się w pokoju za jedyne 200 rupii.

Pokoje gościnne Hare Rama prowadzone są przed dwóch braci: starszego - Chotu i młodszego - Umesha. Tego ostatniego mieliśmy okazję poznać - to on nas ugościł.

Umesh sprawia odmienne wrażenie niż jego pobratymcy. Wydaje się nie dbać o to, by wydusić ze swych gości ostatni grosz, a raczej o to, by dobrze się u niego czuli.
Niedostatki komfortu Hare Rama z nawiązką kompensuje miły personel i atmosfera całkowitej niedbałości o codzienne troski. Nawet muzyka reggae, na którą mam alergię, brzmi tu dobrze.

Puszkar to liczące niewiele ponad 10 tysięcy ludzi miasto położone wokół jeziora o tej samej nazwie, na pustyni Thar.

Znane jest z jedynej w Indiach świątyni Brahmy oraz corocznego targowiska wielbłądów.

Właśnie to ostatnie sprawiło, że Puszkar obraliśmy za jeden z centralnych punktów naszej podróży. Okazało się jednak, że data wyczekiwanego przez nas długo "Camel Fair" dotyczy festynu odbywającego się w ostatnich dniach tego tak ważnego dla Hindusów wydarzenia.

Właściwa wymiana handlowa, w której udział bierze zwykle kilkadziesiąt tysięcy zwierząt, trwa przez dziesięć dni poprzedzających huczne zwieńczenie festiwalu.
Niestety dowiadujemy się o tym dopiero na miejscu.


Nic straconego - o ile liczba wielbłądów wróciła niemalże do normy, to w przypadku odwiedzających i biorących czynny udział w kolorowych paradach ludzi, frekwencja jeszcze przez kilka dni utrzymywać się będzie na bardzo wysokim poziomie.

Masowy przepływ ludności odbywa się na głównej ulicy, biegnącej wokół jeziora i sąsiadującej z prowadzącymi do niego ghatami.

Tuż obok znaleźć można miejsca odcięte od rwetesu.

Jeśli Rajastan uznamy za najbardziej barwny stan Indii, Puszkar będzie jego sercem - to tu ogniskuje się niezwykle ciekawy folklor regionu.

Mężczyzna przebrany za pełniącego w hinduskim panteonie nadrzędną rolę boga Shivę, to nieodłączny element parady.

Jest nim również woda pakowana w plastikowe woreczki. Przypomina to wynalazek epoki kiełkującego kapitalizmu w Polsce - colę w worku.

Przeciętna Hinduska przyodziewa tradycyjne sari zarówno od święta, jak i na codzień. Tutaj strój ten jest całkowicie powszedni.
Mnogość barwników o pięknym, intensywnym kolorze wyjaśnia ogólną dostępność tych niezwykłych szat.

Indie są ogromnym krajem, w którym każdy z jego wielu regionów charakteryzuje się odrębną tradycją, a co za tym idzie i odrębnym strojem ludowym. W Rajastanie oprócz wielokolorowych sari zobaczymy piękne ozdoby, wykonane najczęściej ze srebra.

Jedną z nich - srebrną bransoletę noszoną przez kobiety na kostkach stóp - Magda upatrzyła sobie jako priorytetowy cel zakupów. Niestety, ze względów pragmatycznych (ograniczonej pojemności plecaka i długiej drogi przed nami), odradziłem jej ten zakup, czego bardzo żałuję.
Nigdzie później nie udało się już takich znaleźć.

Puszkar oferuje również wiele innych przykładów rękodzieła - tu: kolorowo zdobione skórzane botki.

Oto jedno z nielicznych zdjęć, jakie wykonałem sadhu. Wielu hinduskich mężczyzn osiągając wiek dojrzały decyduje się na porzucenie dóbr doczesnych i przeistoczenie w żebrzšcych pielgrzymów.
Ze względu na swą powierzchowność oraz styl bycia, są oni równie często, co bezpodstawnie uważani za mędrców.


Nie potrafię powiedzieć, czy człowiek ten obrał samookaleczenie jako sposób na życie, czy też padł ofiarą trądu. W obu przypadkach głęboko mu współczuję.

Rajastańskie lalki - tu nieruchome, jako pamiątki. Nie wiemy jeszcze, jak niesamowite wrażenie robią w ruchu - zobaczymy to dopiero w Udaipurze.

Przed nami jednak jeszcze wiele ciekawostek do zobaczenia w Puszkarze.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









