Czas spędzony w Puszkarze pomaga nam zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi zakochuje się w Indiach i często tu powraca.

Dotychczas, przeskakując brudne kałuże w Delhi, starając się nie wpaść na kolejną górę śmieci w Varanasi albo nie rozdeptać szczura w Deshnok, czuliśmy się zafascynowani egzotyką, ale nie estetyką panującą w indyjskich miastach.
W Indiach na motocyklu dotrzeć można niemalże wszędzie. Trzeba tylko uważać na przechodniów i zwierzęta.
Teraz jednak z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że naprawdę nam się podoba!

Coroczna impreza przyciąga ogromną liczbę ludzi, którzy w zamiarach handlowych, bądź czysto rekreacyjnych przyjeżdżają tu, by na kilka dni stać się częścią kolorowego widowiska.


Trzcina cukrowa jest towarem popularnym w wielu rejonach Indii. Każdego dnia (nie tylko w Puszkarze), znaczną jej partię przeznacza się do bezpośredniego spożycia w postaci soku wyciskanego z jej pędów przez przedsiębiorczych sprzedawców ulicznych.
Służy do tego spalinowa prasa, którą pokazałem w odcinku 17 reportażu.

Urozmaicony poprzez dodatek limonki sok potrzebuje ostatniego składnika - lodu. Skąd jednak wziąć go w środku pustyni, w mieście, gdzie lodówkę spotkać można równie często jak człowieka w przyzwoitym garniturze?

Współcześnie lód wytwarzany jest przemysłowo za pomocą odpowiednich maszyn, kiedyś jednak opierano się na naturalnych metodach.
Podobnie, jak Egipcjanie, którzy wytwarzali lód w glinianych porowatych dzbanach, Hindusi oparli jego produkcję na wykorzystaniu ciepła parowania wody.

Woda (lub jakakolwiek inna ciecz o wystarczająco niskiej temperaturze parowania), w temperaturze otoczenia odparowuje odbierając ciepło. Im intensywniejszy proces, tym szybszy spadek temperatury cieczy.
(Zainteresowanych odsyłam do napisanego w 1882 roku anglojęzycznego artykułu z New York Times'a, gdzie procedura produkowania lodu na polach wystawionych na działanie wiatru została szczegółowo opisana).


Stojąc nago w łazience przygotowując się do kąpieli, nie odczuwamy zimna w żaden szczególny sposób. Kiedy jednak wyjdziemy mokrzy spod prysznica i w tej samej (stosunkowo przecież wysokiej) temperaturze odczekamy, aż kropelki wody odparują z naszej skóry, natychmiast ogarnie nas przenikliwy chłód.
A kiedy z kropelkami wody na skórze staniemy w przeciągu...

Zostawmy jednak lód i przyjrzyjmy się ludziom. Pięknym...

I tym pozostałym.

Młodym...

...nieco starszym...

...i jeszcze starszym.

Dla tego człowieka tegoroczne targowisko będzie ostatnim. Kiedy mijam go w drodze do świątyni na wzgórzu, odnoszę wrażenie, że zdrzemnął się na ulicy. Kiedy jednak po dwóch godzinach zastaję go w tej samej pozycji, wiem już, ze nie wstanie o własnych siłach.
Ani dziś, ani nigdy.
Nikt jednak nie wydaje się być poruszonym widokiem trupa.

I jeszcze trochę ludzi - sprzedawczyni bambusowych kijów regeneruje siły.



Docieramy do placu, gdzie zazwyczaj odbywa się wielbłądzi handel. Oglądamy nieliczne pozostałe zwierzęta, które przyprowadzone zostały tu raczej w celach wystawowych, niż handlowych.


Sprzedawca smakołyków przechadza się utrzymując swój kram na głowie w równowadze bez najmniejszego wysiłku. Tak, jakby się z nim urodził.

Kolejnym wydarzeniem, które zamierzamy obejrzeć jest konkurs wąsaczy. Kilka patroli policji dba, by nie zdarzyło się nic nieprzewidzianego. Nie wydaje się to konieczne, bo czy wąsy mogą stanowić kość niezgody?

A oto i zawodnicy. Wąsy, choć w dzisiejszych czasach co najmniej niemodne, mają niezwykłą siłę wyostrzania wizerunku.
Sam oczywiście ich nie noszę, jednak kiedy tylko wyczerpie się społeczny ostracyzm wobec wąsaczy, z pewnością zostanę wiernym orędownikiem takiej mody.
Aby nie być gołosłownym, przedstawiam próbkę z własnego archiwum.


Polecam też witrynę Mustache Contest, gdzie miłośnicy wąsa prezentują swe ukryte wcielenia.


Policjantka z zaciekawieniem przygląda się prezentacji owłosienia.

Nieco później obserwujemy pokaz kunsztu gimnastycznego, by po chwili zauważyć, że to my jesteśmy obserwowani.
Wszelkie te formy rozrywki przywołują na myśl występy cyrkowe z początku wieku. Będzie to widoczne w szczególności w następnym odcinku.

Zapada zmierzch. Pracowici krawcy wciąż z wielkim zaangażowaniem wykonują swój zawód.

Nam pozostała już tylko kolacja i zasłużony odpoczynek.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









