Udaipur - dziesiąte miasto na drodze naszej egzotycznej tułaczki. Na tym etapie odczuwamy już trudy związane z ograniczonym poziomem komfortu podróży.
W ciągu niecałych trzech tygodni przebyliśmy przecież kilka tysięcy kilometrów.

Do tej pory podróż opierała się na Indyjskich Kolejach Państwowych, tym razem jednak przez przypadek zmieniamy środek transportu.

Kiedy najlepsze, co da się osiągnąć, to obecność na liście rezerwowej w kolejce po zakup biletu kolejowego, dobrym pomysłem jest skorzystać z autobusu... sypialnego.

Okazuje się on bardzo wygodny z dwóch powodów - zakup biletu to zadanie niezwykle łatwe, a własna, zamknięta przestrzeń pozwala względnie spokojnie spędzić noc przemieszczając się równocześnie w kierunku następnego celu.
Ze względu na ograniczony czas, jaki mamy do dyspozycji, narzucamy sobie rygorystyczną dyscyplinę. Pociągi i autobusy z konieczności pełnią rolę hotelu - po nocy wypełnionej snem poszarpanym przez nieregularne postoje "na siku", lądujemy w samym środku kolejnego hałaśliwego miasta.

Do Udaipuru przygnała mnie misja zwiedzenia świata śladami Jamesa Bonda.
Ulice miasta, oba pałace na wodzie oraz pałac monsunowy odegrały rolę planu zdjęciowego dla jednej z części przygód dzielnego brytyjskiego szpiega, zatytułowanej Ośmiorniczka (Octopussy). O tym jednak napiszę w odcinku 26.

Hotel, w którym się zatrzymujemy jest - jak do tej pory - najbardziej estetyczny. Wszystkie posadzki wykonano z marmuru, który codziennie od rana poddawany jest pieczołowitej konserwacji przez damską część personelu złożonego z rodziny właściciela.

Trzy lub cztery kobiety niestrudzenie wycierają podłogi i schody w całym budynku, rozpoczynając u samej góry, by po dłuższym czasie zakończyć na parterze.

Również miasto zdecydowanie różni się od wielkich ośrodków takich, jak Delhi, Varanasi, czy Bombaj (na zdj. widok z okna naszego hotelu).

Ludzie wydają się bardziej szanować samych siebie, na ulicach panuje względny porządek i częściej niż gdzie indziej wyczuwa się dość dobrą sytuację materialną mieszkańców.

Często spotykamy się z ciekawym wzornictwem zdobiącym posadzki i elewacje budynków. Ale czy to aby nie wycinanki łowickie?

Wszechobecne swastyki pojawiają się nie tylko w okolicy obiektów sakralnych, ale i wszędzie, gdzie ten starożytny symbol szczęścia może być ludziom pomocny.

Swastyk jest tu tak wiele, że nie sposób wszystkich przedstawić na zdjęciach. Pokusiłem się za to o zrobienie mozaiki.

Decydujemy się zajrzeć do świątyni Jagdish...

...gdzie przerażające bóstwa spoglądają na nas wysokości swojego majestatu.

Odwiedzamy też pałac maharadżdży Sajjana Singhji, pełniący współcześnie rolę muzeum miejskiego.

A w nim między innymi bardzo ciekawe eksponaty białej broni używane przez żołnierzy hinduskich służących w brytyjskiej armii w czasach kolonialnych.

Zainspirowany tak pięknymi urządzeniami do zabijania, nie mogę przejść obojętnie obok wystawy, na której zza przykurzonej szyby zerka na mnie zaczepnie kilka sztyletów wykonanych przez lokalnego płatnerza.

Oglądam wszystko, co kupiec ma do zaoferowania, targuję się, mylę tropy i choć dawno już upatrzyłem sobie zjawiskowy egzemplarz sztyletu wykonanego z damasceńskiej stali inkrustowanej złotymi nitkami, staram się nie zwracać na niego uwagi, dopóki nie ustalę cen.
Niestety moje zabiegi nie odnoszą zamierzonego efektu. Mimo, że o nóż targuję się przez trzy dni pobytu w Udaipurze (bardzo przebiegle we własnym przekonaniu), sprzedawcy nie opuszczają ani rupii z pierwotnej ceny. Widać przejrzeli mnie na wylot.

Później okazało się, cena, mimo, że dość wysoka, nie jest zbyt wygórowana dla tak pięknego przedmiotu.

Wracamy na ulicę - dziś już rzadko spotyka się tak wyrafinowany środek transportu, jaki przedstawia malowidło na ścianie Muzeum Miejskiego.

Można za to spotkać się z prawdziwymi zagadkami komunikacyjnymi. W pierwszej chwili pomyślałem, że wóz ten przeznaczony jest do przewozu nowożeńców, jednak zapytany o to kierowca stanowczo zaprzeczył.
Ze względu na ograniczenia językowe nie zdołałem uzyskać od niego jednoznacznej informacji, co do przeznaczenia tajemniczego pojazdu.

Nikt za to nie ma wątpliwości, co do zastosowania autorykszy: ma ona pomieścić tylu ludzi, żaby nie dało się już wcisnąć ani jednego więcej.

Nie ruszając się bez aparatu w ręku, często zastanawiam się, jak postrzegają mnie ludzie, nieprzyzwyczajeni do spoglądania na świat pod kątem harmonijnego kadru.
Zastanawiają się pewnie, co on tam widzi przez to ciasne okienko?

Sklep z protetyką używaną? Dlaczego nie? Skoro instytucja odzieży z drugiej ręki funkcjonuje znakomicie, nic nie stoi na przeszkodzie, by spojrzeć nieco dalej.

Pod warunkiem, że w stosunku do powszechnie przyjętego standardu nie brakuje nam gałek ocznych. I na to jednak znajdzie się rada.

Na zakończenie coś słodkiego. Cukiernia ta być może nie spełnia standardów sanitarnych, jakich spodziewałby się po takim miejscu przeciętny Europejczyk, oferuje za to całą gamę egzotycznych indyjskich łakoci.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









