Przy deptaku wiodącym do plaży Arambol znajduje się biuro podróży, za pośrednictwem którego bez żadnych problemów wykupujemy bilety na lot z Goa do Delhi.

Dzięki temu zamiast przeznaczyć kilka kolejnych dni na męczącą podróż pociągami i autobusami, możemy pozwolić sobie na nieco dłuższy wypoczynek.

Czas jednak płynie nieubłaganie - nadeszła pora powrotu.

Linie lotnicze IndiGo działają na wysokim poziomie i niewątpliwie są godne polecenia. Zwyczajowa książeczka zawierające instrukcje na wypadek katastrofy niesie ze sobą - zamierzony lub nie - element humorystyczny.

W jednym ze sklepów na lotnisku widzimy hinduską wersję znanej pod wieloma postaciami lalki Barbie.

Pozostańmy w temacie - w Delhi działa Międzynarodowe Muzeum Lalek. Jego nazwa jest jak najbardziej zasłużona, jako, że mieści ono ponad sześć tysięcy eksponatów, pochodzących z całego świata.

Przedstawiam tu kilka wybranych - rubaszne krasnale to przedstawiciele Norwegii.

Modne nastolatki pochodzą oczywiście z Francji...

...a wysublimowana gejsza - z Japonii.

Znajdą się tu też lalki przerażające, jak kolumbijskie "dzieci kukurydzy".

Nie zabrakło również akcentu polskiego...


Muzeum regularnie odwiedzane jest przez szkolne wycieczki - pełni ono funkcję edukacyjno-rozrywkową dla setek dzieci powoli ogarniających ogrom swojego kraju.

Ze wstydem przyznaję, że dla dobra reportażu pogwałciłem zakaz fotografowania i za pomocą aparatu szpiegowskiego uwieczniłem znaczną część ekspozycji.



Mimo obiecującej nazwy, Narodowy Ogród Zoologiczny w Delhi nie robi dobrego wrażenia.

Większość żyjących tu zwierząt sprawia wrażenie mocno zaniedbanych. Jest to widok dość przykry, dlatego ograniczę obrazujące ich sromotę zdjęcia do minimum.

Dużo zabawniejsze wydały się nam pomysłowe kosze na śmieci.

Ogród przyciąga rzesze młodych Hindusów, którzy wyprawę do Zoo traktują z ogromnym entuzjazmem.

Ceny biletów są jawnym przykładem ekonomicznej dyskryminacji zagranicznych gości. Bilet dla Hindusa kosztuje 5 rupii, dla turysty już 50.
Za to niepełnosprawni fizycznie i umysłowo zwolnieni są z opłat.

Cóż z tego, skoro zmuszeni będą do pokonywania niebosiężnych krawężników, które nawet zdrowemu człowiekowi przysparzają sporego kłopotu.

W jednym z poprzednich odcinków wspomniałem o mężczyznach trzymających się za ręce podczas spaceru. Ten zupełnie naturalny dla Hindusów sposób okazywania przyjaźni widoczny jest tu na każdym kroku.

"Postaw się w ich pozycji" i "Nie drażnij zwierząt w Zoo ani żadnych innych zwierząt" - tabliczka o takiej treści wydaje nam się wyolbrzymiać problem nieodpowiedniego zachowania młodzieży. Tylko do czasu jednak, gdy stajemy się świadkami przedziwnego zachowania autochtonów.

Ofiarą dzikiej hordy padł miejscowy gibbon. Opis zdarzenia zastąpię krótkim filmem, który oddaje ją znacznie lepiej, niż zrobiłyby to słowa.
Kto tu dziki?

Po krótkim czasie stajemy się największą atrakcją dnia. Kiedy kilkunastoosobowe grupy nastolatków obierają nas sobie za główny cel wizyty w Zoo, mimo zdziwienia czujemy się naprawdę wyjątkowo.

Thums Up!
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









