Nadszedł czas na odwiedziny w Yori, okrągu Saitama, rodzinnym miasteczku Masami.
Saitama traktowana jest przez modnych i nowoczesnych Tokijczyków z lekką pogardą, co wyraża się w powiedzeniu "dasaitama-Saitama" (jap. dasai - niemodny).

Wystarczy wsiąść do pociągu podmiejskiego, by po dwóch godzinach jazdy znaleźć się w innym świecie.
Yori w niczym niemalże nie przypomina Tokio. Nie trudno tu o wolną przestrzeń, ludzie mieszkają w domkach jednorodzinnych i poruszają się swobodnie przy pomocy samochodów, bez obawy o problem z parkowaniem.

Mimo to, transport prywatny zdominowany został i tutaj przez pojazdy w kształcie kostki.

Na obiad przygotowywane jest smażone na elektrycznej patelni mięso wołowe z warzywami. Podawane z sosem sojowym i ryżem. Do tego napić się można piwa, nie mniej popularnego w Japonii niż w naszym kraju.

Stacja kolejowa Yori. Lokalna infrastruktura oraz przyroda przywodzi na myśl skojarzenie z naszymi Kowarami.

Każde małe miasteczko powinno wyrózniać się czymś charakterystycznym. Po przejściu przez tory wkraczamy w uliczkę noszącą wszelkie znamiona japońskiej tradycji.


Na stoisku z przekąskami znajduję solone zaszuszone ryby oraz pikle (tsukemono).

W Japonii pikle przygotowywane są one zgoła odmienny sposób niż w Polsce. Nie używa się do tego octu ani cukru, jak również się ich nie kisi. Ogórki, cukinie, bakłażany, czy nawet marchewki umieszczane są w zalewie przygotowanej z wody, soli oraz skórek ryżowych i pozostają w niej kilka dni.
Można też użyć innych składników, takich jak sos sojowy, sake, czy miso (pasta tofu).
Pikle nie miękną tak, jak te robione "po polsku", mają też zupełnie inny smak. Kwestią gustu pozostaje, czy jest on lepszy, czy gorszy.

Herbaciarnia.

Ramune, czyli tradycyjny napój gazowany. Na rynku dostępny jest od kilkudziesięciu lat. Charakterystyczna butelka zamknięta jest szklaną kulką, którą do wylotu szyjki przyciska ciśnienie dwutlenku węgla.
Aby butelkę otworzyć, należy kuleczkę wcisnąć do środka. Podczas przechylania, zatrzymuje się ona na dwóch półkolistych wypukłościach.
Nazwa napoju pochodzi od angielskiego lemonade. Ramune, lemonade - przecież brzmi to prawie tak samo.
Ciekawostką jest to, że zadziwiająca mnogość słów w języku japońskim ma pochodzenie obce (głównie angielskie).
Przykłady mnożyć możnaby bardzo długo, ograniczę się zatem do kilku:
- łyżka (ang. spoon) - supu-n;
- widelec (ang. fork) - fo-ku;
- table (ang. table) - teiburu;
- nóż - (ang. knife) naifu;
- toaleta (ang. toilet) - toire.
Oczywiście istnieją rdzennie japońskie odpowiedniki tych słów, jednak w potocznym użyciu są właśnie słowa angielskie (głównie wśród ludzi młodych, dla których bardzo często wszystko, co pochodzi z Zachodu, bezkrytycznie uznawane jest za modne i godne naśladowania).
Do ich zapisu słów pochodzenia obcego Japończycy używają alfabetu katakana.

Japoński jest językiem sylabicznym. Zarówno katakana jak i hiragana to alfabety, w których nie wystepują spółgłoski (z wyjątkiem powtórzonego "n").
Dodatkową trudnością jest to, ze nie pojawiają się w nim wszystkie znane nam zgłoski.
Dla przykładu - widoczny na zdjęciu salon fryzjerski to już nie "salon", lecz "saron". Ra, re, ru, ri, ro czyta się odpowiendio jako coś pośredniego pomiędzy "ra, re, ru, ri, ro" a "la, le, lu, li, lo".

Przekąska w przydrożnym barze.

Ruszamy dalej. Działki zupełnie, jak u nas.

A zaraz z nimi bambusowy las. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że bambus to trawa. Nie byle jaka, bo najwyższa na świecie (osiąga wysokość nawet pięciu metrów).

A w lesie znajduje się muzeum włókiennictwa...



...oraz skansen.


W filmie Ringu (i jego amerykańskim odpowieniku - The Ring), mała dziewczynka wychowywała się w pokoju na poddaszu stodoły. Drabina była odstawiana, dlatego dziewczynka nie mogła zejść i spędzała swoje dni całkowicie samotnie.

Zaraz za skansenem lezy świątynia shinto. Przed wieloma takimi świątyniami znaleźć można kamienną misę z bieżącą wodą i naczynia umocowane na bambusowych patykach. Można się napić i umyć ręce.







Za drobną, dobrowolną opłatą można dowiedzieć się, co nas jeszcze w życiu czeka. Po zapoznaniu się z treścią wróżby, zawiązujemy ją na stelażu.


Zwiedzając Yori trafiłem na cmentarz.


Dom państwa I. Dzięki temu, że wybudowany został w znacznej odległości od Tokyo, jego cena prawdopodobnie odpowiada cenie "kawalerki" w centrum.
W reportażu z Tajlandii zaprezentuję tamtejszą jakość robót budowlanych - gdzie estetyka wykończeń gra rolę przynajmniej drugorzędną. Dom widoczny na zdjęciu wykonany jest za to tak, jakby wybudowały go automaty. Trudno doszukać się tu jakichkolwiek uchybień.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








