Tematem tego odcinka będzie Odaiba - sztucznie usypana wyspa w środku zatoki. Poza portem towarowym i osobowym jest tu mnóstwo różnych interesujących obiektów. Muzea, wesołe miasteczko, budynek największej stacji telewizyjnej Japonii - Fuji Television, i wiele innych.

Do obrzeży Odaiby dojeżdża linia kolejowa Rinkai, jednak po rozległym obszarze zatoki porusza się napowietrzna, całkowicie zautomatyzowana (brak motorniczego) jednotorowa kolejka linii Yurikamome.

National Museum of Emerging Science and Innovation (MeSci), czyli muzeum techiki, to obowiązkowy punkt programu. Na zdjęciu to obiekt przypominający kształtem żelazko.


Zaraz po wejściu do hallu budynku oczom naszym ukazuje się podwieszona pod sufitem kula pokryta ekranami emitującymi na żywo obraz z satelitów.
W czasie rzeczywistym obserwować można zjawiska atmosferyczne zachodzące na powierzchni Ziemi.

KAZ - samochód elektryczny o wydajności 1.7 razy większej niż pojazdy napędzane paliwem konwencjonalnym. W stosunku do nich emituje tylko 1/3 ilości dwutlenku węgla.
Maksymalna prędkość to 311 km/h, zasięg przy pełnym naładowaniu akumulatorów - 300 km. Niestety promień skrętu to aż 8.6 metra.

Silnik promu kosmicznego. Żaden z widocznych tu przewodów nie może zawieść. Żaden zawór nie ma prawa się zaciąć. Wyprodukowanie takiego urządzenia kosztuje... bardzo dużo dolarów. A użyć go można tylko raz.

Batyskaf Shinkai 6500. Nazwa wskazuje, że może on zejść na głębokość 6500 m pod poziom morza. W 1989 roku statek osiągnął głębokość 6527 metrów, większą niż jakikolwiek batyskaf z żywą załogą.
Kabina umieszczona została w tytanowej sferze o grubośći ścianki 12 cm, zabezpieczającej załogę przed ogromnym ciśnieniem.

Członkowie załogi nie mogą cierpieć na klaustrofobię.

- Dzień dobry Państwu, nazywam się ASIMO.
Japończycy, jak żaden inny naród na świecie stawiają sobie za punkt honoru stworzenie androida, czyli robota jak najbardziej przypominającego człowieka.
ASIMO to projekt stosunkowo stary (2002), wciąż jednak imponujący. Porusza się dość swobodnie, tańczy, śpiewa.


Historia prób sięga lat siedemdziesiątych, kiedy prymitywne roboty stawiały nieudolnie kroki pod czujnym okiem swych projektantów. Od tego czasu próby podejmowano wielokrotnie, z lepszym lub gorszym skutkiem.


W poświęconej medycynie części muzeum przeprowadzić można zdalnie operację wycinania nowotworu. Tego typu zabiegów dokonuje się nawet za pośrednictwem internetu, gdzie pacjent i lekarz znajdują się na różnych kontynentach.
Udało się! Nowotwór został usunięty. Czy rzeczywiście aby zostać chirurgiem trzeba studiować medycynę przez sześć lat?

Dział złudzeń zmysłów. Tu - pryzmat odwracający obraz "do góry nogami". Obrazuje różnice, jakie występją pomiędzy mózgiem kobiecym a męskim. W tym konkretnym przypadku na korzyść tego ostatniego.
Zadanie: należało przełożyć pręcik przez obręcz i jedną z małych dziurek w drugim krążku. Mężczyźni nie mają z tym problemu. Jeśli kieruje się pręcik w dół, a on porusza się w górę, mózg robi stosowną roszadę i bez większych kłopotów można sobie z zadaniem poradzić.
Kobietom zdaje się to sprawiać znacznie więcej problemów (na tej samej zasadzie muszą one odwrócić sobie mapę zgodnie z kierunkiem jazdy). Być może właśnie dlatego natura powierzyła tak trudne zadanie celowania w dziurkę mężczyznom.
(Autor wyraża szczerą nadzieję, że przytoczone tu informacje nie zostaną poczytane za próbę deprecjonowania kobiet).
Inny przykład łatwej możliwości oszukania zmysłów dotyczył dysonansu pomiędzy słuchem a wzrokiem. Przy stole umieszczono monitor, przed nim trzy przyciski. Pierwszy - obraz kobiety wymawiającej sylabę "ga". Drugi - "ka". Trzeci - połączenie obrazu kobiety wymawiającej "ga" podczas, gdy odtworzony dźwięk to "ka". Mózg nie jest w stanie jednoznacznie zidentyfikować wymawianej sylaby!

Demonstracja zjawiska nadprzewodnictwa - przy temperaturze zbliżonej do zera absolutnego, opór elektryczny niektórych przewodników znika do zera. Wiąże się ono również z powstaniem specyficznych zjawisk magnetycznych (efekt Meissnera) - na tej zasadzie zbudowane są lewitujące pociągi Maglev.



Te roboty zaprojektowane zostały jako towarzysze dla osób chorych. Reagują na głos, poruszają się. Kto jednak dobrowolnie zgodziłby się na towarzystwo takich upiorków?


Siedziba największej stacji telewizyjnej Japonii - Fuji Television. Wewnątrz oprócz nieprzerwanie rejestrowanych programów funkcjonuje też muzeum.



Może by tak wystąpić w programie dla dzieci?


Rainbow Bridge (most o konstrukcji podwieszonej, długi na 918 metrów) oraz kopia Statuy Wolności.
Aby nauczyć się robić coś dobrze, zacząć nalezy od kopiowania innych. Japończycy opanowali tę sztukę do perfekcji. Przemysł japoński po II Wojnie Światowej w dużej mierze rozwinął się dzięki umiejętności kopiowania.
Dziś produkty japońskie stanowią wzór do naśladowania.

Odaiba to punkt schadzek młodych Tokijczyków. Panuje tu wyjątkowo romantyczny nastrój.
Popyt generuje podaż - jeżeli brakuje naturalnej plaży, na której spacerować mogłyby zakochane pary, usypie się sztuczną. Widać ją na zdjęciu satelitarnym (odwrócona litera "L").


Wystawa sklepowa - tylko co się tam sprzedaje?

Przy samej plaży (1-6-1 Decks Tokyo Beach) znaduje się pasaż, w którym zrekonstruowano japońską uliczkę z lat 50'tych. Zadbano o wszelkie szczegóły - odnosi się wrażenie podróży w czasie.

Można tam znaleźć stare automaty do gier, sklepy ze słodyczami, zabawkami oraz wiele innych atrakcji.


Po krótkim spacerze trafiam do salonu strachu.
Chcę spróbować. Kobieta sprzedająca bilety tłumaczy, że muszę wziąć ze sobą czerwony guziczek, w labiryncie odnaleźć czerwoną torebkę i tam ten guzik zostawić.
UWAGA! Mieszka tam duch zmarłej dziewczynki (obake). Jeśli usłyszę za sobą tupot jej małych nóżek, muszę uciekać ile sił, bo grozi mi śmiertelne niebezpieczeństwo.
Miałem zatem okazję przeżyć japoński horror na żywo.

Dostałem latarkę i guzik, wchodzę do środka. Ciemno, wąski korytarzyk. Wokół wiszą jakieś szmaty, zwłoki itp. Pod nogami czuję coś nieprzyjemnie miękkiego, można się potknąć. Przed sobą widzę metalową szafę. Kiedy ją mijam, urządzenie się włącza i niemiłosiernie hałasuje. Każdy by podskoczył. Nie czuję się już tak pewnie, jak wcześniej.

Po chwili krążenia trafiam do korytarza przesłoniętego do połowy zasłoną. Zza niej dobiega cienki, wystraszony głos:
- Help me, help me!
Pomyślałem, że ktoś tu wszedł przede mną, wystraszył się i nie może znaleźć drogi do wyjścia. Być może ma problem z sercem. Pytam, "czy nic ci nie jest".
Głos kontynuuje:
- Help me!
Podchodzę do kotary, odsuwam ją... a zza niej wyskakuje duch dziewczynki!!!
Widać niewiele, postać ma około pół metra wysokości, czarne włosy przykrywają oczy. Uciekam przerażony. Krążę dalej. Dochodzę do korytarza zwieńczonego trzema drzwiami. Prowadzą na lewo, prawo i na wprost. Podchodzę, uchylam te na wprost... a u moich stóp znowu wyłania się duch. W nogi! Uciekam, za sobą słyszę tylko tupot małych nóżek.

Odnajduję w końcu miejsce, przypominające ołtarzyk, na nim torebkę. Zostawiam guzik i szukam wyjścia. Kiedy czuję, ze jestem już prawie przy nim, nagle znowu za sobą słyszę tupanie. Tuż, tuż! Z rozpędu wypadam na ziemię przez drzwi wyjściowe.

Co za przygoda!
Kim była dziewczynka? Wiem, ale nie powiem. Być może jej duch po wsze czasy będzie krążył w tym labiryncie i straszył turystów.

A co czeka nas w przyszłości? Odpowiedzi można poszukać u wróżki.


Rekonstrukcja sklepu z lat 50'tych.

Ta figurka podpisana była następująco: Proszę nie dotykać, eksponat jest bardzo drogi.

Repliki zabawek z lat 50'tych. Mimo, że oryginały wyceniane są na dziesiątki tysięcy jenów, nie brakuje chętnych do zakupu.


Stary subaru. W zestawieniu ze współczesnymi modelami bardziej przypomina zabawkę niż prawdziwy samochód.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








