Ale najpierw...
Bez jedzenia obejść się nie można. Zresztą dlaczego, skoro to tak przyjemne? W Japonii (jak prawdopodobnie w każdym innym kraju) jedzenie odgrywa bardzo ważną rolę nie tylko biologiczną ale również społeczną.
Wspólne kolacje spożywa się często przy okazji spotkań biznesowych, wspólne wypady do restauracji integrują pracowników firmy, bo bardzo często trudno jest im się rozstać nawet do późnych godzin wieczornych.

Jeśli ktoś udaje się do Japonii a nie zamierza wydać majątku na jedzenie w drogich restauracjach, godną polecenia jest sieć Gyoza King. Oferuje bardzo tanie i smaczne pierożki gyoza, zupy i inne kombinacje mięsno-warzywne.

Jeśli jednak mamy ochotę na coś specjalnego, warto udać się do restauracji serwującej yaki-niku, czyli smażoną wołowinę.
Przed wyjazdem do Japonii natknąłem się na artykuł mówiący o przypadku, kiedy to minister rolnictwa nie zgodził się na import wołowiny ze Stanów Zjednoczonych, gdyż jakoby nie jest ona dość dobra dla japońskich żołądków.
Brzmi to zabawnie, jednak spożywając yaki-niku nie było mi już do śmiechu. Mięso okazało się niezwykle miękkie i smaczne.
Dającym do myślenia jest fakt, że w londyńskim Burger Kingu rozpoczęto sprzedaż najdroższych dotąd hamburgerów świata, w których poza białymi truflami, szynką Pata Negra, pędów kryształowej cebuli, różowej soli himalajskiej, irańskiego szafranu i innych równie ekskluzywnych składników, użyto mięsa wołowego rasy wagyu, znanego również jako wołowina z Kobe.
Cena takiej bułeczki to 95 funtów brytyjskich (ponad 400 PLN).

Wróćmy jednak do restauracji w San-gen-jaya.
Surowe, odpowiednio przygotowane mięso wołowe różnego rodzaju podawane jest na małych talerzykach. Serwuje się również dodatki, na przykład bardzo popularne koreańskie kim-chi (kapusta na ostro).
Mięso opieka się samemu na węglowym grillu. Popularne jest przygotowanie "kanapki" poprzez ułożenie na liściu sałaty ryżu, sosu specjalnie przygotowanego dla tej potrawy oraz usmażonego mięsa.
Niestety, yaki-niku jest bardzo drogie, nawet dla Japończyków.

Kolejną bardzo popularną potrawą "na szybko" jest tako-yaki. W kuleczkach z ciasta przypominającego naleśnikowe smaży się kawałki ośmiornicy. Całość przyprawiona jest i udekorowana sosami.

Wróćmy na chwilę do Ueno. Na stoisku widoczne są wodorosty przeznaczone na sałatki.
Na temat niekonwencjonalnych (subiektywnie oczywiście) produktów żywnościowych czasem mawia się, że mają one "ciekawy" albo "interesujący" smak, co eufemistycznie maskuje opinię - "ohyda, ale są pewnie ludzie, którym smakuje".
Mnie smakuje bardzo i nie tylko dlatego, że to coś nowego, innego.
Dlatego bez podtekstów stwierdzam, że owszem, mają one interesujący smak (i "gumowatą" konsystencję).

Kolejny smakołyk - roe, czyli ikra ryb, ale również innych stworzeń morskich.


A pieczywo? Cóż... róznie to bywa. standardowo dostępne są produkty typu biała wata, niestandardowo jednak wszystko, co sobie można w tej materii wymarzyć.
Dodatkowo, aby uniknąc niespodzianek dobrze jest przyswoić katakanę, alfabet używany do zapisywania słów obcojęzycznych.
Chyba, że wbicie się zębami w pączka i trafienie na fasolę nie stanowi problemu.
Rysunek na rolecie piekarni. Model albo miał wytrąconą rękę ze stawu, albo rysownik wykazał się modelowym brakiem oka.

Od Omotesando popularnym bulwarem przemieszczamy się w kierunku Harajuku. Zdjęcie powinno dać wyobrażenie gęstości zaludnienia w mieście.


Coraz bliżej Harajuku, widać już pierwszych przedstawicieli nurtu zwanego "Harajuku Fashion".

Okolice dworca kolejowego JR Harajuku. Co sobotę tłumy pasjonatów ekstremalnej mody zbierają się tu i... stoją czekając na zainteresowanie świata zewnętrznego.



Ci ludzie to również otaku, bo przebieranie się co weekend w ekstrawaganckie stroje i paradowanie po moście przy stacji kolejowej to hobby, któremu oddają się z wielkim zaangażowaniem.

Najczęściej występujące typy przebierańców to:
- lolita - koronkowe ubrania nawiązujące do strojów francuskich pokojówek
- gotycka lolita - podobnie jak wyżej, ale bardziej mrocznie
- uniform - szkolne mundurki
- romantyczny punk - nazwa mówi sama za siebie
- kuguramin - postacie w przebrane za bohaterów anime




Kliknij tu, by obejrzeć więcej zdjęć przedstawicieli "Harajuku Fashion".


Wkraczam do majestatycznego parku Yojogi. Przy ścieżce ustawiono baryłki japońskiego wina ryżowego, sake.
Często mylone jest ono z nieco mocniejszym trunkiem shochu (to nie to samo, co koerańskie soju), którego moc nie przekracza jednak 25%. Sake nazywane jest winem mimo, że proces jego produkcji bardziej przypomina proces produkcji piwa. Sake zazwyczaj ma moc około 17%.
Japończycy rzadko spożywają alkohole tak mocne, jak wódka, czy whisky. Ich organizmy ulegają "szybkiemu sponiewieraniu", czego jako krzewiciel polskiej kultury wśród innych kultur byłem niejednokrotnie naocznym świadkiem.


Meiji Jingu to bardzo popularne miejsce - tu co sobotę odbywa się ślub w tradycyjnym stylu.

"Ministrant" uderza w bęben, po czym orszak ślubny wkracza na teren świątyni.

Po zakończeniu ceremonii para młoda, rodzina i inni, bezpośrednio zainteresowani, udają się do domu stojącego obok. Zbudowany jest on w podobnym stylu, co świątynia.
Weszliśmy tam również. Po chwili podeszła do nas kobieta ubrana w piękne kimono. Wymieniła z Masami kilka zdań rozpływając się w uśmiechach i ukłonach. Po opuszczeniu budynku Masami stwierdziła, że kobieta była wyjątkowo niegrzeczna wyrzucając nas, jako niepożądany element.
Kiedy nas wyrzuciła, nie zauważyłem.
Dla Europejczyka nie znającego niuansów japońskiej kultury obrażenie kogoś poprzez zmniejszenie o ton poziomu grzeczności, jest rzeczą abstrakcyjną.


Po opuszczeniu parku innym wejściem, straciwszy orientację udałem się przed siebie z nadzieją dotarcia do jakiejkolwiek stacji kolejowej.
Po drodze natknąłem się na budynek Centralnego Komitetu Japońskiej Partii Komunistycznej.
Ustrój komunistyczny dotarł i tu, jednak nigdy nie przybrał postaci znanej nam z własnej historii.

Podczas wielu spacerów miałem okazję podziwiać sprawność funkcjonowania tokijskich kolei. Miasto pokryte jest istną siatką połączeń, a w niektórych miejscach (jak na zdjęciu), przecinają się trzy trakcje.


Przed deszczem ukryłem się w "empiku", gdzie trafiłem na album fotograficzny o nazwie "Tokyo Nobody". Zdjęcia wydały mi się zwyczajne - uliczki, mosty, wieżowce... Coś jendak nie pasuje! Nie widać na nich ani jednego samochodu i ani jednego człowieka!

Nie wyglądały na przerobione komputerowo. Jak je wykonano? Ktoś w sieci zasugerował, że wykorzystywane były bardzo długie czasy ekspozycji, tak, że wszsytko, co ruchome się rozmyło. Nie sądzę jednak - widać byłoby jakiś ślad.

Na ulicach Tokio przez całą dobę roi się od przechodniów. Jak im wytłumaczyć, żeby usunęli się z kadru?

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








