CZĘŚĆ I - OSOBLIWOŚCI KOREI

AJUMA I AJOSHI - PIERWSZE STARCIE

Ajuma to nie do końca kobieta. Nie jest to jednak mężczyzna. To - jak twierdzi młode pokolenie Koreańczyków - trzecia płeć. Ma krótkie, farbowane włosy -najczęściej trwałą. Chodzi ubrana wygodnie - w dresy, a twarz często osłania wielkim plastikowym daszkiem.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kobieta (mniej zamożna) staje się ajumą po 40, gdy już odchowa dzieci. (Bardziej wypasiona ajuma, której mąż jest biznesmenem i po której nie widać upływu lat to Missy-Jok).

Ajuma występuje wszędzie. Moje pierwsze spotkanie z całym ich gronem miało miejsce w publicznej toalecie, w drodze z lotniska Incheon koło Seulu do Gumi (niektóre kabiny mają podgrzewaną deskę - info dla zatrudnionych w Leroy Merlin... - inne nie mają deski wcale, tylko opcję "na Małysza").

Kliknij aby powiększyć

Miła ajuma - fot. Paulini

Gdy zjawiasz się w nowym kraju o obcej kulturze, na wszelki wypadek jesteś uprzejmy i miły (nie żebym taka nie była na codzień...), mając nadzieję, że otoczenie odpłaci ci pięknym za nadobne. Nic z tego. Ajumy w toalecie nie były uprzejme, ani miłe. Napierały z całych sił, wpychały się bez kolejki, popychały bez przepraszam (ani nawet miahn hahmnida...).

Kliknij aby powiększyć

Ajoshi - fot. Ania K.

Męski odpowiednik ajumy to ajoshi. Ajoshi chrząka, beka i pluje na ulicy. Ajoshi, ze względu na należny mu szacunek rosnący z wiekiem, może swobodnie skarcić młodą osobę, zachowującą się niestosownie w miejscu publicznym.

Na szczęście, wbrew moim najczarniejszym wizjom, Korea nie składa się wyłącznie z ajoshich i ajum.

Zanim jednak nazwiesz kogoś ajumą lub ajoshim upewnij się, że wpasowują się w grupę wiekową, inaczej poczują się mocno urażeni. (Ja oczywiście, dla zabawy, mówiłam "ajoshi" do naszych koreańskich kolegów, na co reagowali różnie - albo furią, albo obrzucali mnie odpowiednikiem - "ajumą".)

AKADEMIK

Mieszkamy w przemysłowej części Gumi, w akademiku należącym do firmy. Mamy tu stołówkę, siłownię, ping-ponga, karaoke (Norebang), kawiarenkę internetową (PC Bang), pokoje telewizyjne i pralnię na każdym piętrze.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Piętra są podzielone na damskie i męskie. Są dwie osobne windy: damska i męska. Damska nie zatrzymuje się na piętrach męskich, a męska na damskich, proste.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Przy wejściu do akademika trzeba zdjąć buty i do pokoju pociskać na bosaka.

Na drzwiach wejściowych są ważne informacje dla mieszkańców tłumaczone na polski przez Koreańskich "tłumataczy" (którzy w pracy bardzo często idą na łatwiznę i decydują się potakiwać, podczas gdy my parafrazujemy to, co przed chwilą starali się powiedzieć.

Byłoby dobrze gdyby jeszcze potakiwali tylko wtedy, kiedy się z nami zgadzają...).

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

"Nie podaruje komputera wspólnego, poleca korzystać z kawiarnii internetowej w akademiku."

"Zakaz przynieszenia naczyń lub jedzenia ze stołówki od akademiku."

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

"Powiadomienie uczniom wiadomości od głównego departamentu".

"Secesja bez odpowiedniej przyczyny".

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Jest też tablica, na której widnieją zdjęcia mieszkańców przypisane do numerów pokoi. Nasze pojawiły się wczoraj. Żeby było śmiesznie, Paulina jest mną, ja Pauliną, a na dodatek "mieszkamy" w pokoju dwóch innych polskich tłumaczek, a nie w swoim.

Opiekę nad naszym akademikiem sprawuje "Anioł" - kierownik akademika. Tak przynajmniej o sobie myśli. Dla naszych jest to zwykły cieć. Ale Anioł walczy z tym przekonaniem chodząc w eleganckim garniturze, wyprostowany jak strzała, z wysoko uniesioną głową. Jest bardzo dumny. Ma swoje zasady i wpada w prawdziwa furię, gdy ktoś je łamie.

Kliknij aby powiększyć

Widok z okna - fot. Paulini

Tak przynajmniej było na początku, dopóki nie zorientował się, że nie sposób jest zmusić Polaków do subordynacji. Zakazać im chodzenia po piętrach przeciwnej płci czy picia alkoholu w akademiku.

Aby całkiem nie stracić swojego autorytetu, zamiast wypisywać setki maili do przełożonych z prośbą o wszczęcie postępowania przeciwko złym Polakom, postanowił ubolewać samotnie w zaciszu swojego kantorka.

Kliknij aby powiększyć

Park, chwila relaksu przed pracą - fot. Paulini

Ludzi do pracy wozi firmowy autobus. Ja wolę jednak przespacerować się przez park, nawet jeśli ma to być pseudo-park. Nasz pseudo-park jest na swój sposób piękny, chociaż w większej części składa się z betonu... W końcu relaks to nie tylko przyroda, ale także rower, rolki, koszykówka czy siatkówka.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

W weekendy jest tu pełno ludzi, rano jestem tylko ja. Idąc tak sobie wzdłuż rzeki-ścieku, której nazwy nikt nie pamięta... Mijam wiatrak, ławeczki i pomnik nieznanego koreańskiego żołnierza. Pomnik jest super. Cztery żeliwne figury żołnierzy, przedzierających się przez marmurową rzekę. Bardzo symboliczny.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Ale to jeszcze nic! Naprzeciwko stoi metalowa skrzynia z guzikiem pośrodku. Raz miałam szczęście, bo zauważyłam jak pan na rowerze, zbierający śmieci, zatrzymał się specjalnie koło skrzyni, wcisnął guzik i... popłynęła muzyka.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Muzyka wojenna, bardzo patetyczna - zagrzewająca do walki, zagłuszająca myśli, no i po koreańsku - totalny szok. W parku nie było nikogo, więc chyba zrobił to specjalnie dla mnie.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Dzisiaj za to widziałam jak koparka wyciągała z ziemi łyse drzewa z korzeniami w siatkach. Drzewa straciły liście, czyli przestały być ozdobą parku. Myślę, że zastąpią je inne - takie bardziej atrakcyjne zimową pora...

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Najpiękniejszy w parku jest wiatrak.

W głębi parku jest skansen, plac do jazdy na rolkach i inne atrakcje.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

ZWYCZAJE

Jeśli wchodzisz w bliższe relacje z Koreańczykiem, na dzień dobry zapyta cię o wiek i stan cywilny. Europejczyk chętniej odejmuje sobie lat, jednak w Korei nie warto wieku zaniżać, bo traci się przywileje.

Tutaj szanuje się nawet buca (mimo że bardzo często jest to pozorny szacunek), o ile jest starszy i ma np. żonę i dwójkę dzieci. A każde dziecko zaraz po urodzeniu ma już 1 rok. Każdy Koreańczyk jest w rzeczywistości o 1 rok młodszy niż twierdzi.

Koreańczyk pyta o wiek, żeby ustawić cię w odpowiednim miejscu w hierarchii, a co za tym idzie, żeby użyć wobec ciebie właściwej formy językowej.

Język koreański, hangul, jest językiem hierarchicznym. Jeśli zwrócisz się do kogoś starszego bez należytego szacunku, masz przerąbane. Młode kobiety mówią do starszych kobiet Ohni (starsza siostro), albo ajumoni (mądra kobieto/dużo starsza siostro). Mężczyzn nazywają Opa (starszy bracie) lub ajoshi (dużo starszy bracie).

Mówią tak do rodziny, znajomych i nieznajomych. Są jeszcze inne określenia międzypłciowe, ale zdaje się, że wszystkie dotyczą zawsze osoby starszej. Młodsi nie zdobyli jeszcze niczyjego szacunku, wiec wystarczy im imię.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Idąc dalej tym tropem... Jedyne groby, o jakich słyszałam to kurhany na wzgórzach. Wzgórz w Korei jest pełno (ponad 70% kraju to tereny górzyste), czyli miejsca do pochówku nie powinno zabraknąć.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Rodzina wykupuje kawałek ziemi i chowa członka rodziny, który swoim długim życiem zasłużył na spokojny spoczynek. Młodych rozsypuje się z wiatrem.

Kliknij aby powiększyć

Panorama Gumi - fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Gumi Anglisan - fot. Paulini

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Koreańczycy pracują długo i mało wydajnie. 10-12 godzin to standard, z czego połowa to przerwy na kawę, papierosa, drzemkę. Zasypiają wszędzie i w każdych warunkach.

Oprócz tego, myją zęby po każdym posiłku. To miłe z ich strony, zwłaszcza że nawet śniadanie jedzą na ostro. W każdej łazience, tuż przed posiłkiem (tzw. siksą), leżą setki szczoteczek z nałożoną pastą. Myjąc zęby robią siku albo gadają przez komórkę. Pełen luz!!

Samochody jeżdżą prawą stroną szosy, ale żeby w Korei był ruch prawostronny, to za dużo powiedziane. A to dlatego, że dla pieszych jest odwrotnie!! W miejscach publicznych, na ulicach, w zakładach, w sklepach są wytyczone szlaki komunikacyjne, po których ewidentnie należy poruszać się lewą strona.

To już chyba nawet bije na głowę zjawisko osobnych kurków z zimną i ciepłą wodą w Anglii ! Chociaż nie, kurki nadal są na pierwszym miejscu...

SŁÓW CIĘCIE - GIĘCIE

Koreańczycy są biedni, bo ich język uniemożliwia rozróżnienie pewnych dźwięków. Wymiennie stosują 'p' i 'b' (Pusan/Busan), 'k' i 'g' (Kumi/Gumi), 'r' właściwie dla nich nie istnieje, w zamian używają 'l'. Nie ma różnicy między 'w' i 'b', 'p' i 'f', i.in., sylaby muszą zawierać samogłoski, a słowa nie mogą się kończyć spółgłoskami.

O ile ułatwia im to naukę języka ojczystego, o tyle nauka każdego innego języka, który te dźwięki posiada, staje się mozolniejsza. Dlatego ciężko im wymówić "Łukasz", zamiast tego mówią "Łukaszi", w lewo (left), mówią "lefty", a w prawo (right)... "rajty"!!!

Słyszałam zwroty typu: "operation was bery peinbul", "I've been to Waffawo" (Buffalo), depect (defect), fixel (pixel), akiment (equipment), a nawet Folandy (Poland) (Japończycy mówią Porando - przyp. glaSSer).

W zasadzie łatwo jest nauczyć się tych zasad wymiany dźwięków i przetwarzać je na bieżąco, jednak reguły bywają zawodne, bo czasem udaje im się trafić i wtedy skąd wiadomo, czy "led" to dioda czy może kolor czerwony, a "liver" to niby rzeka czy wątroba...? A teraz zagadka - Jaka to restauracja: SPINKSY?

Kliknij aby powiększyć

Rys. Alfabet koreański - źródło: Internet

Koreańczycy mówiący po polsku to zupełnie inna historia. Bez względu na wszystko należy im się szacunek. Po naszym przyjeździe do Seulu (o tym w kolejnej części), znajomy z pracy - Nara Chan(g) vel Karaczan ostrzegł nas, że stolica to nie małe miasto, w związku z czym "należy mieć uwagę, gdyż jest możliwość chuligania"!

Tekst: Anna Kloczkowska (Ania K.)
Zdjęcia: Paulina Korczyńska (Paulini),
Łukasz Witczak (Łukaszi), Anna Kloczkowska (Ania K.)



Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym reportażu są własnością Autorów. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autorów jest zabronione.

Top Następny

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]