CZĘŚĆ II - SEUL

PLANY, PLANY, PLANY

Wyjazd do Seulu to nie bułka z masłem. Miasto ma 10 mln mieszkańców, dlatego wszystko trzeba dobrze zaplanować. Poza tym, przez cały czas pamiętamy o tym, że "jest możliwość chuligania".

Kliknij aby powiększyć

Fot. Łukaszi

My się jednak nie boimy i wyruszamy na wyprawę. My, tzn. stały skład: Paulini, Łukaszi i Anio (moje imię w języku hangul znaczy "nie").

Wcześniej jednak planujemy nocleg w tzw. Jim Jil Bangu, czyli łaźni publicznej, w której można spędzić jednorazowo do 12 godzin. Zażyć kąpieli, wygrzać się w saunie, a na dodatek przespać na ciepłej podłodze. Wszystko to za śmieszne pieniądze, czyli ok. 10 000 Wonów (ok. 30 zł)!

Jim Jil Bang oferuje także posiłki, gry, masaże i wiele innych atrakcji. Tym trudniej jest sobie wyobrazić, jak to właściwie wygląda!!! Czytam więc internetowe opisy Jim Jil Bangów z wypiekami na twarzy.

Oglądam zdjęcia i dowiaduję się, że w niektórych saunach biali budzą takie zainteresowanie, że wszyscy się na nich nie tylko gapią, ale nawet próbują dotknąć!!!

Czy to mnie odstrasza? A skąd! Dzięki koreańsko-polskiej tłumataczce Ko Yng odnajduję sprawdzone miejsce - Hurest Well Being Club w dzielnicy Myeong Dong. Zaraz po pracy wsiadamy w darmowy-firmowy autobus do Seulu i tak zaczyna się przygoda.

JIM JIL BANG

Seul jest duży. Mapy nie mamy, bo ktoś o niej zapomniał. Posługujemy się więc mapą linii metra, a potem już robimy zdjęcie mapy ulicznej i jest ok.

No prawie ok, bo nawet jeśli mapa mówi "skręć w trzecią przecznicę w prawo" (czy raczej w "rajty"), to niekoniecznie ma na myśli te same przecznice, co ty.

Bo Seul jest duży.

W ten sposób pierwsze godziny upływają na beztroskim błądzeniu, które staje się tym bardziej rozpaczliwe, im bardziej głodny staje się Łukaszi. Na tym etapie ponosi go, przy czym stwierdza boleśnie: "Seul - Srul".

Wreszcie trafiamy do jedynego otwartego lokalu w dzielnicy. Typowo koreańskiej jadłodajni o nazwie McDonalds (zbieżność przypadkowa, przysięgam, że jedliśmy kimchi-burgery).

Jest godzina pierwsza w nocy. Chcemy już raczej znaleźć nasz Jim Jil Bang, a budynku UTOO ani widu, ani słychu. Łukaszi idzie do pani w McDonalds na zwiady. Wraca cały roześmiany, gdyż oto okazuje się, że siedzimy w tym właśnie budynku! Trzeba go tylko obejść dookoła.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Winda wiezie nas na 17 piętro drapacza chmur. Miejsce okazuje się bardzo eleganckie i zadbane. Panie ładne i miłe. Płacimy, dostajemy wypasione uniformy (według odwiecznego podziału - różowe jeśli dziewczynka, błękitne jeśli chłopiec) i rozchodzimy się na osobne piętra.

Spotkamy się dopiero nad ranem, o czym Łukaszi jeszcze nie wie.

Lekko zdezorientowane wchodzimy na nasze 16 piętro, zostawiamy buty w szafce, zabieramy kluczyk i idziemy do drugiej szafki na ubrania. Tu z ukrycia przyglądamy się młodej Koreance, aby z niedowierzaniem stwierdzić, że jest to szafka na WSZYSTKIE ubrania.

Powstaje lekki opór. Nasza szafka jest przecież przed samą recepcją, światło świeci bezlitośnie jasno, co chwila ktoś tędy przechodzi. W ubraniu albo bez. Szybko jednak stwierdzamy, że raz się żyje! W gaciach to nie to samo!

(Nie liczcie na żadne zdjęcia z tego etapu).

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Kolejne pomieszczenia okazują się wspaniałe. Prysznice siedzące, stojące, basen z ciepłą, gorącą i lodowatą wodą. Sauna sucha i parowa, jacuzzi. No i ten niesamowity widok z 16 piętra na światła miasta.

Zero skrępowania, pełen relaks. Jest 2 w nocy, a tu jakby czas się zatrzymał. Oprócz nas są tu dwie ajumy, które szorują się na przemian do czerwoności... Jest też kilka młodych Koreanek, każda zajęta sobą. Czas płynie powoli, jest błogo.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Łukaszi

Po kąpieli czas na mleczka i balsamy oraz masaż stóp w urządzeniu uruchamianym przez wrzucenie monety. Bardziej wypoczętym być się nie da.

Schodzimy na piętro co-ed, gdzie różowe stroje mieszają się z niebieskimi. Są tu książki, komiksy, sala telewizyjna.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

Większość ludzi już zaległa na podłogach, na lawach, gdzie popadnie. Tu nikt nikomu nie zwraca na nic uwagi. Jest ciepło, miło i leniwie. Znajdujemy Łukaszi w dużej sali TV na kanapie. Widać, że już od dawna tnie komara, więc wycofujemy się w nasze rewiry.

Miejsca zostało tu już niewiele - podłoga koło szafek. Zaledwie trzy godziny półsnu z lampami bijącymi w oczy i Koreankami chodzącymi slalomem nad, pod (?) i między naszymi głowami, nie jest w stanie zmącić spokoju naszych czystych serc.

Rano odwiedzamy jeszcze wszystkie pozostałe sauny, pokój tlenowy, lodowy, saunę solną, węglową. Potem druga kąpiel, bo aż żal opuszczać to miejsce... Ostatni rzut okiem na ajumy-masażystki w czarnych bikini (taki akcent sado-maso)... Wstał już nowy dzień i Seul czeka.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

DZIELNICE SEULU
(czyli jak można w ciągu jednego dnia zobaczyć więcej,
niż niejeden Koreańczyk w ciągu całego życia)

Najpierw udajemy się na zwiady do dzielnicy Meyong Dong. Tam spożywamy kim pap (glon nori i gotowany ryż, u nas bardziej znane jako sushi nori), za jedyne 1000 W (ok. 3 zł), potem kawka na piętrze miłej restauracji.

Kliknij aby powiększyć

Namdaemun Market - fot. Paulini

Tu zaczynam machać do zorganizowanej grupy koreańskich turystów średnio wsłuchanych w swojego przewodnika. Zauważa mnie jeden, zaczyna machać, po chwili macha juz cała wycieczka.

Kolejny przystanek to słynny Namdemun Market, a zaraz obok wspaniała Namdaemun Gate (nam - Południe, dae - wielki, mun - brama), czyli Wielka Brama Południowa Seulu - Dziedzictwo Narodowe nr 1.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Kliknij aby powiększyć

Kolczykowy raj - fot. Paulini

Kliknij aby powiększyć

Namdaemun Gate - fot. Paulini

Niestety krótko po tym, jak miałam okazję oglądać ten wspaniały monument, brama spłonęła doszczętnie, w wyniku podpalenia.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Lee Jin-man

Do winy przyznał się pewien sześćdziesięciodziewięcioletni Koreańczyk, mówiąc, że uczynił to ponieważ nie był zadowolony z wysokości odszkodowania, jakie rząd przyznał mu po przymusowym wysiedleniu z modernizowanej części miasta.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Lee Jae-Won (Reuters)

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ahn Young-joon

Koreańczycy zamierzają odbudować bramę. Koszt mającej trwać najmniej trzy lata rekonstrukcji szacowany jest na 21 milionów dolarów amerykańskich.

Mamy wielkie szczęście (a właściwie to zasługa doskonałego planowania organizatorki wycieczki ;>), bo jesteśmy świadkami widowiskowej zmiany warty.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Łukaszi

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

SEUL STATION

Kupujemy bilety na wieczorny pociąg. Nie chcemy przecież stać. Metrem przemieszczamy się dalej. Bacznie śledzimy napisy na tablicach informacyjnych.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Odbijamy na Cheonggyechon Stream, który nie jest tak spektakularny jak na zdjęciach w sieci...

Kliknij aby powiększyć

Fot. Łukaszi

Kolejny przystanek to Park Seniora przy zespole pałaców Jongmyo - miejsce pełne kombatantów, smutnych starych Koreańczyków. Robi raczej przygnębiające wrażenie.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Starzy ajoshi oglądają tańce innych ajoshich, grają w gry planszowe, malują znaki na papierze. Co chwila ktoś za nami charczy, spluwa albo kaszle. Uciekamy.

Wchodzimy na teren Jongmyo. Miła pani przewodnik oferuje nam darmową lekcję konfucjanizmu.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Oprowadza nas po świątyniach, podkreśla różnice między buddyjskimi temples, a konfucjańskimi shrines. Opowiada o prostocie religii, o jej symbolice, o uroczystościach, które miały, mają i będą miały miejsce na terenie Jongmyo.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Kliknij aby powiększyć

Fot. Łukaszi

Trochę przynudza więc Łukaszi łagodnie sugeruje, że można by mniej szczegółowo. Wychodzimy jednak bardzo zadowoleni i o wiele mądrzejsi.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

INSADONG

Mamy szczęście obejrzeć uliczny spektakl tradycyjnych zaślubin z udziałem dzieci-aktorów. Główną rolę jednak gra swatka, która dobija targu z obiema rodzinami, potem wszystkich upija i kradnie posag. Jest przy tym kupa śmiechu.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Aktorka jest tak ekspresyjna, że za kulisami dostaje ochrzan od koleżanki aktorki, która przez jej nadmierną gestykulację ucierpiała podczas spektaklu!

Na Insadong jest pełno sklepów z pamiątkami, ale raczej przypominają one tandetne suweniry z Karpacza. Atmosfera jest jednak bardzo przyjemna. Co chwila podchodzą do nas młodzi Koreańczycy (pewnie z pobliskiej szkoły), chcąc przeprowadzić ankietę. Cierpliwie odpowiadamy na pytania, pozujemy do zdjęcia.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

A gdy się okazuje, że mój młody rozmówca nie zna żadnego z miejsc, które my już odwiedziliśmy będąc w Korei, robi się śmiesznie.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Łukaszi

Potem budynek Andy'ego Warhola, Łukaszi idzie za ciosem i ściska piękna Koreankę, która rozdaje darmowe uściski. Potem dostajemy pomarańczowe baloniki z helem (które oddamy dzieciom w metrze) i darmową kawę. Ruszamy do Namsan Park.

Mt. Namsan Park to serce i płuca Seulu. Na górę chcemy wjechać kolejką, ale kierowca taksówki wywozi nas w kosmos. Potem biegamy przez pół godziny w poszukiwaniu tej kolejki, której dziwnym trafem nikt z miejscowych nie potrafi zlokalizować...

Kliknij aby powiększyć

Seul o zmierzchu - fot. Paulini

W końcu idziemy pieszo, a w międzyczasie zapada zmrok i Seul zmienia oblicze. Jest pięknie. Raczymy się piwem marki OB, okryci kocykami na tarasie widokowym.

Na koniec wracamy do Namdaeum Gate. Brama ma klimat. Skręcamy jeszcze na Namdemun Market, kupujemy słodkie przekąski - pierożki z dodatkiem zielonej herbaty i nadzieniem ze słodkiej fasoli, gumko-żelki ciągutki i koreańskie pączki. Mniammmm

Pora wracać...

Pociąg, przedział na początku zupełnie pusty. Pojawia się myśl "i po co na zapas kupowaliśmy te bilety"? Za chwilę jednak wiemy już po co. Bardzo się cieszymy, że siedzimy w drodze do Gumi.

Tekst: Anna Kloczkowska (Ania K.)
Zdjęcia: Paulina Korczyńska (Paulini),
Łukasz Witczak (Łukaszi), Anna Kloczkowska (Ania K.)



Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym reportażu są własnością Autorów. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autorów jest zabronione.

Następny Top Następny

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]