Nie jestem tłumaczem stacjonarnym i nigdy nie wiem, gdzie będę pracować następnego dnia. "Flexibility" to najważniejsze słowo w firmie. Mój tłumacz koreańsko-angielski Hyun Ju po dwóch tygodniach współpracy zostaje wysłany do Polski, a ja wędruję z linii do biura, z budynku do budynku, z miasta do miasta.


Na deser zostaję wysłana do Paju, sztucznie powstałego miasta w strefie przygranicznej DMZ (Demilitarized Zone between North and South Korea), skąd można rzucić okiem na Koreę Północną.
Budynki należące do fabryki są rozrzucone na ogromnej przestrzeni. To samo dotyczy wnętrz (w fabryce i w akademiku), co pozwala na większą swobodę ruchu. To ogromna zaleta w porównaniu do tłocznej linii produkcyjnej w Gumi.

Tym razem współpracuję z technikami, wcześniej z operatorami (patrz opis pracy na linii), poznając bliżej tajniki budowy układów scalonych.


Kolejny plus dla Paju to niesamowita siłownia. Czerwony dywan, przez który środkiem prowadzi ścieżka z blachy kwasoodpornej, bieżnie z wmontowanymi telewizorami, duży wybór sprzętu do ćwiczeń (podchodzę tylko do tych, które wyglądają znajomo, żeby się nie ośmieszyć wsiadając na coś np. do góry nogami) i pasy do masażu sadła.
Poza tym jedzenie. Koreańskie jest super, a "pseudo-europejskie" wcale nie tak "pseudo" (jest nawet żurek, który smakuje jak żurek!). No i nowe pokoje z podgrzewaną posadzką.

Mieszkam w pokoju na ostatnim, czternastym piętrze akademika, z niesamowitą koreańską tłumaczką, So Yeon, o nieprzeniknionym spojrzeniu i doskonałej angielskiej wymowie.

Wolny czas spędzam z So Yeon i Absem - Piong Wi, który ma zamieć na głowie i w głowie. Jest przy tym wspaniałym, ciekawskim rozmówcą. Jemy lody z ciastkami i rozmawiamy.
W piątek po pracy pakuję się w firmowy autobus do Gumi, a Abs bez zastanowienia łapie prawie pusty plecak i jedzie ze mną. Po drodze zatrzymujemy się pod kwaterą główną firmy w Seulu.




Gyeongju leży nad morzem i jest miejscem pełnym atrakcji. Tym razem koncentrujemy się na dwóch: świątyni buddyjskiej Bulguksa Temple i pięknej grocie skalnej Seokguram Grotto z kamiennym posągiem Buddy na szczycie góry Tohamsan.
Pogoda jest piękna, ale mimo ostrzeżeń Łukaszi o niskiej temperaturze (już raz namieszał - od tej pory nie wierzymy mu z założenia), ubieramy się nieodpowiednio, czego barrrrdzo żałujemy, bo jest nam mani cziulajo.

Okazuje się, że Abs był przewodnikiem, między innymi w Gyeongju, przez co jego akcje gwałtownie rosną. W autobusie przez gadulstwo przegapiamy właściwy przystanek i jedziemy do następnego miasta.

Abs czuje się winny, więc po kryjomu kupuje nam bilety powrotne i wmawia, że pani w okienku się ulitowała i że to typowe w Korei... haha! Łukasz i i Paulini wierzą, a Abs prosi mnie o dyskrecję (której właśnie bezczelnie nie dotrzymuję, w nadziei, że nigdy nie przeczyta tego tekstu, a nawet jeśli, to i tak nic nie zrozumie).

Na miejscu dowiadujemy się między innymi o czterech królach Sa Chan Wan będących strażnikami świątyni, a przede wszystkim obrońcami ludów zamieszkujących cztery strony świata i odpowiadającymi przed Bogiem.
W przeciwieństwie do chrześcijańskich aniołów i diabłów, nie są w sposób oczywisty ani dobrzy, ani źli (pojawiają się we wszystkich kulturach wyznających Buddyzm). Oglądamy pagody i posągi, będące dziedzictwem narodowym, po czym zaczynamy wspinaczkę na szczyt Tahamsan (745 m n.p.m.).



Na górze, w Seokguram Grotto czeka na nas piękny posąg Bodhi-sattva o poruszającym obliczu. Przywodzi na myśl dobrego i sprawiedliwego ojca.

Podczas, gdy na dworze kulimy się przed smagnięciami bezlitośnie przeszywającego wiatru, w autobusie (a potem także w pociągu), wychodzimy z siebie z powodu gorąca. Ciepłe powietrze bucha spod siedzeń i trudno to wytrzymać.

Na obiad jemy pyszne pierożki mandu w niewielkiej restauracji, a Abs opowiada nam fabułę koreańskiej telenoweli, która akurat leci w telewizji. Zamawiam pibim mandu ze słodkim sosem chilli cho jang, po którym muszę wypić dużo zimnej wody.
C.D.N.
Tekst: Anna Kloczkowska (Ania K.)
Zdjęcia: Paulina Korczyńska (Paulini),
Łukasz Witczak (Łukaszi), Anna Kloczkowska (Ania K.)
Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym reportażu są własnością Autorów. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autorów jest zabronione.








