W niedzielę Abs zaprasza nas do domu swoich rodziców, którzy mieszkają nieopodal Gumi. Radzi przynieść jakieś prezenty, a dzięki mądremu Łukaszi nie idziemy z pustymi rekami. Mamy dżemik porzeczkowy Łowicz i kawę - skrzętnie skrywane zapasy z Polski.

Wiemy, że przy powitaniu należy się skromnie pokłonić, nie podtrzymywać kontaktu wzrokowego, podawać i odbierać wszelkie przedmioty dwiema rekami i w każdej sytuacji okazywać szacunek i skromność.
Wnętrze domu jest drewniane, światło przyciemnione. Buty ściągamy przed progiem i znajdujemy się od razu w głównym pokoju jadalnym. Obok jest kuchnia i 3 inne pokoje. Z powodu bariery językowej wielokrotnie powtarzamy anio hasejo, a później dla odmiany kamsa hamnida.
Mama Absa jest bardzo wesoła i rozmowna, Tata bardzo powściągliwy i milczący. W pewnym momencie z pokoju wychodzi jeszcze babcia i staje jak wryta na nasz widok.
Próbujemy nawiązać konwersację. Chociaż mama Absa jest emerytowaną nauczycielką angielskiego, nie mówi zbyt płynnie - w Korei nauka języka odbywa się nadal na zasadzie "grammar method".
Dostajemy podarki w postaci różańca (są katolikami) i wisiorków na szczęście. Po kawie zostajemy zaproszeni na kolację do restauracji.

Tam atmosfera bardzo szybko się rozluźnia. Popisujemy się swoimi możliwościami językowymi: wymieniamy dumnie poznane zwroty, na zasadzie słów kluczy opowiadamy o miejscach, które zwiedziliśmy (jak zwykle dzięki Jim Jil Bang zaskarbiamy sobie większy szacunek).

oczekiwane rezultaty - fot. Ania K.
Bardzo staramy się wzajemnie zrozumieć i jest przy tym dużo śmiechu. Jemy dobre wołowe bulgogi, zupę z makaronem, a na deser pijemy pyszną słodką herbatę cynamonową kepi.
Jesteśmy nie tylko pierwszymi Polakami jakich poznali, ale także pierwszymi Europejczykami. Mama Absa wymienia też Jana Pawła II i Lecha Wałęsę, ale wątpię żeby miała przyjemność poznać ich osobiście.

Zgromadzona siła Qi nie poszła na marne - Łukaszi potrafi jednocześnie utrzymać kubek i pałeczki!
Odwożą nas na dworzec, tam umawiamy się na rozgrywkę tenisa stołowego (mama Absa miała kiedyś niezłe wyniki w amatorskiej drużynie) i odjeżdżają.

Jeszcze chwila na kawę w kolejnym przyjemnym miejscu i Abs biegnie na dworzec. Nie zdąży juz dojechać do Paju, noc spędzi w PC bang w Seulu.

C.D.N.
Tekst: Anna Kloczkowska (Ania K.)
Zdjęcia: Paulina Korczyńska (Paulini),
Łukasz Witczak (Łukaszi), Anna Kloczkowska (Ania K.)
Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym reportażu są własnością Autorów. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autorów jest zabronione.







