CZĘŚĆ IX - TREKING

Chang-Mai nie wyróżnia się niczym szczególnym. Będąc wielomilionowym miastem, zdecydowanie nie przypomina metropolii, takiej, jak ruchliwy i zanieczyszczony Bangkok.
(Wszystko, o czym piszę opiera się oczywiście na mojej kilkudniowej obserwacji i bardziej niż rzeczywisty stan może odzwierciedlać jedynie powierzchowne wrażenia.)

Obowiązki fotografa zmuszonego do nieustannego dźwigania kilkunastokilogramowej torby ze sprzętem i bycia wciąż gotowym do robienia zdjęć, momentami okazywały się dla mnie tak wycieńczające, że odkładałem aparat, zachowując obrazy wyłącznie w pamięci.

Tak było i tym razem - niestety nie zrobiłem żadnych fotografii pokazujących Chang-Mai. Nic jednak straconego, gdyż to, co tu najważniejsze zaczyna się po opuszczeniu granic miasta i ruszeniu w góry na kilkudniową przeprawę przez otchłań dzikiej przyrody.

Kliknij aby powiększyć

Wyprawa zaczyna się bardzo niewinnie od kąpieli pod wodospadem Mork-Fa.

Kliknij aby powiększyć

Siła spadającej wody jest tu na tyle duża, że utrzymanie się pod wodospadem w pozycji stojącej stanowi poważny problem.

Kliknij aby powiększyć

Wśród lokalnej młodzieży nie brakuje jednak amatorów kąpieli.

Kliknij aby powiększyć

Na drugą stronę rzeki przeprawić się można było po dość nietypowym moście. Mniej wprawni scierali sobie skórę z kostek.

Kliknij aby powiększyć

Czas na posiłek. Zatrzymujemy się w przydrożnym barze.

Popularny na całym świecie napój gazowany, który swoje powstanie zawdzięcza próbom pewnego aptekarza, szukającego receptury syropu na kaszel, można znaleźć ponoć nawet na pustyni.
Nie powinno zatem dziwić, że jest on obecny również tu, na tak przecież ruchliwym szlaku.

Mimo luźnego podejścia do zaleceń w stosunku do spożywania lokalnych pokarmów oraz picia tutejszej wody, do tej pory nic złego nas nie spotkało. Do tej pory, bo w widocznej tu jadłodajni zatruliśmy się po raz pierwszy, co w ciągu kilku najbliższych dni dało zrozumieć intencje autorów przewodników zalecając mycie zębów w butelkowanej wodzie.

Kliknij aby powiększyć

Na naszej drodze wyrastają gejzery zdające się bulgotać złowrogą przestrogę - nie idź dalej...

Kliknij aby powiększyć

Mimo to, droga przez dżunglę nie wydaje się być zbyt niebezpieczna. Czasami tylko przewodnik zmuszony jest wyrąbywać gałęzie blokujące przejście.

Pojawiają się też węże i mniej groźne, choć znacznie bardziej uciążliwe pijawki. Są one długie na około trzy centymetry i wąskie na kilka milimetrów. Zdają się gonić nas i wskakiwać na buty, by jak najszybciej dotrzeć do odsłoniętych części ciała.

Przewodnik pokazuje sposób pozwalający nieco ograniczyć ich ataki. Do butelki z niewielką ilością wody wrzuca tytoń papierosowy, po czym przygotowanym w ten sposób brązowym cuchnącym płynem zaleca nasmarować obuwie. Pomaga tylko trochę.

Kliknij aby powiększyć

Docieramy do pierwszej osady. Wzniesione ponad ziemię chaty wykonane są z bambusowych kijów.

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Zamieszkują ją górale szczepu Karen. Ta przybyła z Birmy najliczniejsza mniejszość narodowa, zamieszkująca góry północnej Tajlandii, liczy około trzysta tysięcy przedstawicieli.

Kliknij aby powiększyć

Zajmują się oni między innymi uprawą ryżu, hodowlą kur, świń i bawołów...

Kliknij aby powiększyć

...które mieszkają bezpośrednio pod zabudowaniami.

Kliknij aby powiększyć

Kury na noc zamykane są w wyplecionych z bambusa koszach, co zabezpiecza je przed atakami drapieżników. Ciekaw jestem, czy one same zdają sobie z tego sprawę.

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Z tego samego powodu, potrawy przygotowywane przez naszych gospodarzy na ziemi, wydały mi się kolejnym zagrożeniem dla nadwyrężonego już przecież żołądka. Na szczęście okazały się smaczne i lekkostrawne.

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Ludzie ci są spokojni, nastawieni pokojowo i tak jak w przypadku przedstawicieli wszystkich szczepów największym szacunkiem darzą swoich przodków oraz starszyznę.

Kliknij aby powiększyć

Nasz przewodnik okazał się bardzo zabawnym człowiekiem. Twierdził, że próbował jeść wszystko, co nadawało się do spożycia (według jego własnej oceny, oczywiście).

Kliknij aby powiększyć

Do swego menu zaliczył między innymi koty, psy, szczury, słonie. Tym razem schwytał konika polnego, którego po usmażeniu nad płomieniem świecy schrupał ze smakiem, twierdząc, że smakuje on jak kurczak.

Kliknij aby powiększyć

Żeby nie stracić twarzy, skusiłem się na "udko". Trudno mi powiedzieć, jak smakowało. Zbyt było łykowate.

Kliknij aby powiększyć

Jednym z hobby przewodników jest "zaginanie" turystów zagadkami logicznymi.

Kliknij aby powiększyć

Popijając piwo przy stole plecionym z bambusa, spędziliśmy pół nocy łamiąc sobie głowy.

Kliknij aby powiększyć

Noc spędziliśmy w jednej z chat, na podłodze, osłonięci moskitierami. Mimo, że wypoczynek na twardym podłożu zalecany jest przez fizjoterapeutów, w okolicznościach zatrucia i galopującej biegunki, nie byłem w stanie docenić jego zbawiennych dla kręgosłupa właściwości.

Kliknij aby powiększyć

Udało się wypocząć na tyle, żeby następnego ranka pożegnać się z tymi sympatycznymi ludźmi i ruszyć w dalszą drogę...

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć



Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.

Następny Top Następny

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18]