Zanim dotrzemy do Krabi, dokąd prowadzi nas książka-przewodnik, w większym stopniu niż własny, instynktowny pęd ku przygodzie, jedziemy do wioski Phang Nga, z której ku wielkiej (mojej) i umiarkowanej (Masami) ekscytacji planujemy popłynąć do Koh Tapu, znanej bardziej jako James Bond Island lub wyspy Jamesa Bonda.

Phang Nga to miejsce inne, niż wszystkie odwiedzone przez nas w tym kraju do tej pory.
Ta niesprecyzowana od pierwszej chwili inność rzuca się w oczy niemalże całkowitym brakiem turystów. Nie twierdzę, że ich nie ma, ale, że jest ich bardzo mało - pierwszych spotkaliśmy dopiero na łodzi.

Wcześniej jednak oddaliśmy się całkowicie lokalnej atmosferze, przemierzając ulice pełne ludzi zajętych swoimi sprawami.
Mimo niewątpliwej egzotyki tego miasteczka, codzienność jego mieszkańców wydaje się być taka sama, jak w podobnych miastach Polski.

Na targowisku obserwujemy ludzi z dużym zaangażowaniem oddającym się codziennym zakupom. Szkoda, że w Polsce owoce morza nie są tak powszechne i tanie, jak tutaj!

Bez sprzedawanych tu (ciekawe, w jakim celu) skór zdartych ze świńskich głów ostatecznie mogę się obejść.

Zakupy skończone. Dzieciaki, wsiadajcie, jedziemy do domu.

Jako rzadki okaz, dziwnie prezentującego się bladego i kanciastego stwora, budzę wśród miejscowej ludności pewne zdziwienie.

Tajlandia jest krajem wybitnie turystycznym. Aż 6% produktu krajowego brutto pochodzi z tego źródła. To bardzo dużo.

Dlatego też rejony, czy nawet pojedyncze miasta, położone poza szlakiem turystycznym tracą poważne źródło dochodu.
Mimo to, trudno powiedzieć o Phang Nga, że zasadniczo różni się od bardziej uczęszczanych przez turystów lokacji.

Niektóre różnice infrastrukturalne przemawiają nawet na korzyść miasta. Podczas, gdy na Phuket najczęściej benzynę sprzedaje się z przydrożnego straganu zapatrzonego w zbiornik i ręczną pompkę, tu kilkukrotnie tankowałem skuter na automatycznych stacjach benzynowych.

Czyżby niektóre, świadczące o jego prymitywizmie, elementy otoczenia, celowo przygotowane zostały dla turystów?
Alfabet Tajski (Tai-Kadai), zgodnie z ówczesną wiedzą, został utworzony w 1283 w oparciu o alfabet staro-khmerski. Składa się on z 44 podstawowych głosek.

Jest językiem tonalnym tak, jak języki używane między innymi w Chinach. Wykorzystuje on pięć różnych tonów/barw, dlatego może być trudny do przyswojenia przez Europejczyka.
Stąd też bierze się różnorodność zapisu tajskich słów w języku angielskim.

Proponuję jednak uproszczoną metodę czytania tajskich tekstów. Zgodnie z nią, ten powyższy odczytać można następująco:
- Słoń, słoń ptaszek, ptaszek ptaszek. Słoń ptaszek, słoń rybka ptaszek. Ptaszek rybka, słoń słoń słoń.
Zainteresowanych głębiej tym tematem odsyłam do angielskojęzycznego tekstu - Omniglot - Thai language alphabet and pronunciation.

Ja w międzyczasie skosztuję sobie loda waniliowego w polewie czekoladowej.

Wraz z grupą zabłąkanych w te rejony turystów wynajmujemy łódź, przy pomocy której zwiedzać będziemy park Ao Phang Nga.
Nasza trasa zwieńczona zostanie wizytą na wyspie, która miłośnikom przygód agenta Jej Królewskiej Mości na zawsze zapadła w pamięć.

Nasi przewodnicy są zwykłymi mieszkańcami małego miasta i mimo wykonywanego zawodu nie potrafią powiedzieć zbyt wiele na temat otaczających nas elementów krajobrazu.
Ale czy przeciętny mieszkaniec Karkonoszy wie dokładnie, jak i kiedy tworzyły się te góry i jakie procesy temu towarzyszyły? Nawet jeśli wie, to czy potrafi o tym opowiedzieć w sposób interesujący, w dodatku w obcym języku?


Płyniemy otwartym morzem, aby po chwili zanurzyć się w ciasny kanał ograniczony bujnym lasem namorzynowym.
Przewodnicy zwrócili naszą uwagę na te rośliny. Rosną one na mieliznach, bądź wodach przybrzeżnych, w akwenach słonowodnych. Wypuszczają długie korzenie sięgające dna, przy pomocy których filtrują wodę morską czerpiąc z niej składniki odżywcze.
Uzyskaną słodką wodę gromadzą w grubych liściach, przez które wydalają nadmiar soli pojawiającej się na ich powierzchni w postaci kryształków.

Wyrastające z wody formacje skalne od lat wabią wspinaczy z całego świata. Niestety, te spotkane na naszej drodze, okazały się zbyt zwietrzałe lub też o innej konsystencji niż te, położone w znanych rejonach wspinaczkowych okolic Krabi.

Mówiąc ściśle, po zaledwie kilku przechwytach na ścianie, z wielkim pluskiem i sporym kawałkiem kamienia w dłoni, wróciłem do wody, z której przed chwilą wyszedłem.

Mijamy ciekawe formacje skalne. Przed nami słoń goniący rybę.

A zaraz potem pies strzegący swojej skały.

Pogoda niestety nie dopisuje. Przybijamy do malutkiej wyspy, zaglądamy do jaskini, po czym kąpiemy się w morzu.
Historia jest prosta. Dzielny agent 007 tropi zawodowego zabójcę, śmiertelnie niebezpiecznego Scaramangę, który uśmierca swoje ofiary strzelając do nich ze złotego pistoletu. Scaramanga, jak niemal każdy czarny charakter, jest bogaty, inteligentny i bezwzględny.

Zamierza narobić bałaganu budując na jednej z wysp Tajlandii akumulator promieni słonecznych, zdolny (jakżeby inaczej) pogrążyć świat w chaosie. Potrzebny mu do tego solex, układ scalony będący sercem akumulatora.

Przybijamy do wyspy, by zobaczyć jak wygląda miejsce, w którym kryjówkę znalazł sobie Scaramanga.

Wyspa Jamesa Bonda to tylko jedna z wielu skalnych wysepek w parku narodowym Ao Phang Nga.
Z niecierpliwością czekałem, by zejść na plażę, na której trzydzieści cztery lata temu ekipa pod kierownictwem Guy'a Hammiltona filmowała pamiętne sceny lądowania Jamesa Bonda oraz jego walki z Francisco Scaramangą.
Dziś na plaży stoją stragany, z których kupcy sprzedają standardowe pamiątki - muszle, skórzane ozdoby, kamienie półszlachetne i inne mniej lub bardziej wartościowe przedmioty. Było dla mnie dużym zaskoczeniem, że na całej wyspie nie znalazłem ani jednego śladu nawiązującego do angielskiego filmu.
Żadnej tabliczki pamiątkowej, koszulek, plastikowych pistoletów pomalowanych na złoto i innej tandety, która nabyta w miejscu, posiadającym dla kogoś pewne znaczenie, nabiera wartości emocjonalnej.
Dziwne, że tak przedsiębiorczy Tajlandczycy nie wykorzystują możliwości dodatkowego zarobku.

Oto elementy wyspy, które zawsze kojarzyć będą mi się z filmem - skała, na której zamontowane były lustra odbijające promienie słoneczne...

...oraz płaska ściana, przy której umiejscowiono wejście do ukrytych apartamentów Scaramangi.


Poniżej przedstawiam kilka oryginalnych kadrów z filmu.

James Bond przy pomocy małego samolotu krąży ponad morzem andamańskim w poszukiwaniu wyspy Scaramangi.

Wreszcie ją odnajduje. Pomiędzy dwoma dużymi blokami skalnymi widać plażę, przed nią zaś znamienną skałę w kształcie grzyba.

Lądowanie w zatoce.


James Bond (Roger Moore) i Francisco Scaramanga (Christopher Lee) u wejścia do wykutego w skale domu. Po prawej stronie - pochyła skała, którą widać było na jednym z poprzednich zdjęć.
W tle widoczna jest atrapa drzwi, za którymi w rzeczywistości nie ma przejścia.

Kiedy James Bond przechodzi obok skały, widać, że ekipa filmowa nie usunęła z niej informacji turystycznej.


Korytarz stworzony został z wykorzystaniem tego samego odcinka skały.

Ze szczytu skalnego grzyba wyłania się lustro odbijające światło słoneczne w kierunku akumulatora.
Na zdjęciu widoczny jest model wykonany przez Dereka Meddingsa, autora efektów specjalnych do sześciu filmów o Jamesie Bondzie oraz twórcę wspaniałych filmów animowanych z wykorzystaniem techniki nazwanej supermarionation, z których najbardziej znane to Thunderbirds i Stingray.

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









