CZĘŚĆ XVIII - BONUS: PATPONG

Zaplanowanie trasy powrotnej z Australii do Polski, z uwzględnieniem Tajlandii i Japonii po drodze, wcale nie było łatwe. Do rozważenia mieliśmy kilka opcji, między innymi zakup biletu "around the world". Najlepszą jednak okazała się następująca: Australia-Tajlandia-Japonia-Tajlandia-Polska.

Po opuszczeniu Japonii wróciliśmy do Bangkoku, gdzie w zaprzyjaźnionym już Siam Beverly Hotel czekały na nas zdeponowane wcześniej bagaże.


Żródło: www.bangkoksite.com

Aby wykorzystać ostatnią noc w Tajlandii i wzbogacić się o nowe doświadczenia, postanowiliśmy wybrać się do dzielnicy Silom, gdzie na dwóch bliźniaczych uliczkach, Patpong I i II mieści się centrum erotyczne Bangkoku.


Żródło: www.bridgeandtunnelclub.com

Na całej długości pierwszej ulicy znajdują się domy publiczne. Przed bramami wejściowymi do budynków młode, często bardzo młode dziewczęta siedzą w strojach kąpielowych na składanych krzesełkach, czekając na klientów (jak wspomniałem wcześniej, w Tajlandii przez cały rok jest bardzo ciepło, zarówno w dzień, jak i w nocy).


Żródło: www.corkscrew-balloon.com

Kliknij aby powiększyć

Żródło: www.bridgeandtunnelclub.com

Druga ulica wypełniona jest barami i klubami oferującymi streap tease. Wystarczy zajrzeć z ulicy - dziewczyny w stroju topless tańczą na ladzie, wokół rurek, ocierają się o siebie.

Smutne jest to, że niektóre z nich pewnie nie mają więcej niż 15 lat.

Prostytucja w Tajlandii ma długą tradycję i nie jest traktowana z takim ostracyzmem, jak w krajach zachodnich. Zdecydowana większość dorosłych obywateli miała przynajmniej raz kontakt z prostytutką.

Dla dziewczyn jest to nic innego, jak powszechny i dość trudny do zdobycia kawałek chleba.

Kliknij aby powiększyć

Żródło: www.bridgeandtunnelclub.com

Po ulicy krążą naganiacze. Zapraszają zaciekawionych przechodniów słowami:
- Tylko na chwilę, tylko zajrzyj, nic za to nie płacisz.

Naganiacze noszą ze soba zalaminowane kartki z wydrukowanym "menu" danego lokalu.

Znaleźć tu można przeróżne pokazy, między innymi: "pussy banana shot", czy "pussy drinking". Łamanym angielskim zachęcają do obejrzenia show za jedyne 300 THB, co, jak w przypadku meczu muay thai, który opisałem w odcinku XVI, jest ceną jednego piwa.

Decydujemy się zaprowadzić naganiaczowi na jeden z pokazów. Wspinamy się po obskurnych schodkach. Na szybie przy kasie widnieje napis "No fucking show" sugerujący, że nie ma tu miejsca na wulgarną pornografię.


Żródło: http://patpongsisters.wordpress.com

Kupujemy bilet (przepraszam... talon na piwo) i wkraczamy do przydymionego pomieszczenia z tandetnymi pseudo erotycznymi malowidłami na ścianach. Po scenie smętnym krokiem przechadza się kilka dziewczyn w stanikach rozsuniętych na boki, zupełnie bez majtek.

Konferansjer zapowiada kolejny pokaz. Dziewczyna siada na ziemi, rozchyla nogi, bierze gwizdek, aplikuje i... zaczyna gwizdać. Na cztery strony świata, niczym trębacz na wieży mariackiej. Jesteśmy w szoku, jednak czekamy, co będzie dalej.

Kolejna artystka przynosi dwie butelki. Jedną pełną, drugą pustą. W ciągu kilkunastu sekund "wypija" zawartość butelki i "wypluwa" ją do drugiej. Jak łatwo się domyślić, nie robi tego ustami.


Żródło: http://patpongsisters.wordpress.com

Trzecia mocnym dmuchnięciem gasi świeczki na torcie, czwarta przy pomocy flamastra pisze na kartce "HELLO".

Masami znosi wszystko cierpliwie i zachowuje dystans do momentu, gdy jedna z dziewczyn zaczyna zaciągać się papierosem. Ten trik przelewa czarę goryczy, bo przecież "co z dzieckiem? Prędzej czy później ona będzie przecież rodzić!"

Opuszczamy mroczny lokal w pośpiechu i kierujemy się do skrzyżowania. Tu jednak spotyka nas niespodzianka w postaci trzeciej ulicy, do której prowadzi brama zwieńczona napisami sugerującymi atrakcje przeznaczone dla chłopców lubiących chłopców (np. "Balls").

Długo się nie zastanawiając wchodzimy. Od razu otaczają nas naganiacze, nie zważając na to, że idę z dziewczyną. Ciągną za ręce, zapraszają, nie szczędzą słów.

Po ulicy przechadzają się tajscy chłopcy w samych majtkach, okryci białymi szlafrokami. Przy jednym z wejść, w ogródku barowym spostrzegam sześciu tłustych knurów łypiących lubieżnie na tajskich tancerzy. Pewnie po powrocie do domu zamienią się z powrotem w kochających ojców i szanowanych biznesmenów.

Sodoma i Gomora? Nie nam to oceniać. Wrócimy do domu, a świat i tak będzie toczył się swoim rytmem. Nam pozostanie przynajmniej doświadczenie, którego żaden szanujący się podróżnik pominąć nie powinien.


Żródło: Internet

Na tym naprawdę kończy się przygoda z Tajlandią. Do następnego razu!



Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.

Następny Top

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18]