O Bac Ha dowiadujemy się od wspomnianej wcześniej holenderskiej pary - szczęśliwie możemy tam być w niedzielę, gdy miejsce ma cotygodniowe targowisko z udziałem Górali zamieszkujących pobliskie wioski.

Z Lao Cai do Bac Ha regularnie (choć rzadko) kursują busy, należy jednak zachować czujność, bo i tu biała skóra oznacza łatwy łup.
Prawidłowa cena biletu to 30.000 VND. Nie dziwi nas wcale, kiedy naganiacz informuje, że bilet kosztuje 200.000 VND. Oczywiście specjalnie dla nas sprzeda go za 100.000 VND.
Aby nie przepłacać, należy być nieugiętym negocjatorem. Kłopot w tym, że właściwą cenę poznać możemy dopiero podczas jazdy, obserwując ile płacą tubylcy. Zapłaciliśmy po 50.000.

Przez dwie godziny wspinamy się stromą i wąską drogą. O tym, jak bardzo jest ona stroma przekonamy się dopiero w drodze powrotnej, podczas szaleńczego zjazdu przywodzącego na myśl lot kamikadze.
Przekonamy się również, że (o dziwo!) Górale mają dość słabe żołądki - plastikowe woreczki stają się nieodzowne.
Możemy przyjąć to jako regułę, gdyż wielokrotnie później ze zdziwieniem obserwowaliśmy kłopoty żołądkowe autochtonów.

Bac Ha nie jest miastem turystycznym. Poza targowiskiem niewiele może zaoferować, także pod względem ilości hosteli i guest housów.
Bez trudu jednak znajdujemy tani pokój, a właściciele mimo znacznych utrudnień komunikacyjnych starają się sprawić byśmy czuli się u nich jak najlepiej.

Handlowanie zaczyna się wczesnym porankiem - Góralka sprzedaje kurę naszym gospodarzom.

Podążając za trzema młodymi przedstawicielkami szczepu Flower H'mong trafiamy...

...w sam środek handlowej zawieruchy.
Dla tubylców targowisko w Bac Ha jest okazją do sprzedania swoich produktów, zrobienia zapasów żywności na tydzień i posilenia się w towarzystwie znajomych - zdjęcia: Magda Gardiasz.

Tematem przewodnim targowiska jest mięso. Świni, wołu, bawołu, drobiowe, kacze i... psie.


W warunkach, kiedy w namacalny sposób odczuwalny bywa brak pożywienia, nie można pozwolić sobie na wymuskany wegetarianizm.

Mięso wcale nie musi być chude. W rzeczywistości - im bardziej tłuste, tym lepsze. Ekonomia zbytku, w jakiej funkcjonuje zachodnia cywilizacja, boryka się z odwrotnym problemem.

Przerywając dociekanie, co zrobić, żeby dostarczyć organizmowi mniejszej ilości kalorii, pomyślmy o ludziach, którzy zadają sobie dokładnie odwrotne pytanie.

Dieta Górali nie składa się wyłącznie z mięsa. Jej uzupełnieniem będą oczywiście warzywa i sery.

Czas na deser - tradycyjny, w postaci pałąka trzciny cukrowej...

...lub inspirowany napływową kulturą żywienia - lód na patyku. Ten ostatni, mocno odbiegający od wszystkiego, co znamy i powszechnie uważamy za smaczne.

Nie może też zabraknąć używek. Mimo wszelkich pozorów to tylko "niewinny" tytoń.

Dość popularnym posiłkiem jest tu thang co, czyli "krwawa owsianka".

Nie ma się czemu dziwić - jest bardzo pożywna i smaczna. W Polsce jemy za to kaszankę.

Nie mogę odmówić sobie lokalnych specjałów i chociaż znacznie bardziej smakują mi ryby oraz wołowina, w dodatku nie jestem w stanie jednoznacznie ustalić zawartości mojego talerza, podany posiłek zjadam ze smakiem.

Tym bardziej zaskakuję siebie własną odwagą, że ryzyko zakosztowania alternatywnych źródeł protein jest tutaj nie do zlekceważenia.

Wystarczy kilka kroków w kierunku sąsiedniego placu, by przekonać się, że wymianie handlowej podlegają tu gatunki zwierząt mające dla Europejczyka konotacje raczej inne niż gastronomiczne.


Magda przyjmuje wariant bezpieczniejszy - smażone na świńskim tłuszczu placki ryżowe nadziewane soczewicą i serwowane w bananowym liściu.

Nie smakują. Kolejna próba - inny wariant przygotowania ciasta ryżowego z soczewicą, naleśniki maczane w kwaśnym i ostrym sosie - to już trafniejszy wybór.

Młode Góralki przełamując nieśmiałość pozują do zdjęcia.
Nahalność białego fotografa nagrodzona jest możliwością spojrzenia na siebie i swoje koleżanki z innej perspektywy - zdjęcia: Magda Gardiasz.


Stroje przedstawicieli szczepu Flower H'mong urzekają misternym wykonaniem oraz bajecznymi kolorami.




Na koniec rzut oka na miasteczko z pobliskiego wzgórza, gdzie przedmiotem handlu są bawoły...



Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









